Kazachskie przysmaki
Na balkonie polska flaga, przy koszuli Janka biało-czerwona wstążka. Choć do Święta Niepodległości pozostał jeszcze tydzień, rodzina Jefimenko już przygotowała narodowe akcenty.
- A kto ci przypiął tę kokardę? Mama, tata, czy sam? – zapytała Aleksandra Dulkiewicz.
Ale Janek był bardzo onieśmielony. Na pytania prezydent Gdańska odpowiadał kiwaniem głowy lub jednym słowem. Jednak o tym, że prezydent miasta odwiedzi jego dom, z dumą opowiedział wcześniej kolegom z klasy i wychowawczyni. - Jak to? Dlaczego? – dopytywali zaciekawieni. - Ot, na kawę – mówił uczeń drugiej klasy.
Gościni faktycznie wypiła kawę i spróbowała kilku kazachskich przysmaków przygotowanych specjalnie na tę okazję przez Jewgeniję Jefimenko. Były m.in. kostki twarogowe na słodko, baursaki, czyli wytrawne pączki, sernik z brzoskwiniami, ciasto z mlekiem i orzechami oraz czak-czak – tradycyjny tatarski deser z kawałków ciasta usmażonych na głębokim oleju i sklejonych miodem. To ulubiony deser Janka, który ze smakiem wylizywał po nich talerzyk, jak się już nieco oswoił w towarzystwie prezydent.
Jak wam się żyje w Gdańsku?
Jewgenija wraz z mężem Jewgenijem i synem Janem przyjechali rok temu do Gdańska z Astany w ramach miejskiego programu repatriacji Polonii. Każdego roku trafiają do naszego miasta 4 rodziny. W sumie jest ich już 64. Prezydent odwiedza rodziny po kilku-kilkunastu miesiącach, by zapytać jak im się żyje, dowiedzieć, czy zaadaptowali się w gdańskiej społeczności. Oraz wręczyć drobne upominki.
Dopytywała więc o warunki mieszkaniowe, o pracę, o to, jak chłopiec radzi sobie w szkole.
Rodzina dostała mieszkanie od gdańskiego samorządu na osiedlu TBS Motława w dzielnicy Ujeścisko.
- Pięknie tu. Las, cicho, spokojnie, dobra sąsiadka pani Bożena, sklepy pod domem i do szkoły blisko – wyliczał Jewgenij.
W wolnym czasie więc korzystają i chodzą na spacery na pobliską Górę Kozacką i jeżdżą nad morze.
“Trzeba złapać w życiu za lżejszy koniec”. Honorata Rychlicka świętuje 100 lat
A jak z pracą?
Jewgenij w Astanie był kierownikiem w prowadzonej przez jego mamę sieci sklepów z tekstyliami domowymi. W Gdańsku pracuje na trzy zmiany w magazynie przy lotnisku.
- Praca ciekawa, ale mało płatna i niestety na umowę zlecenie – opowiadał gospodarz, który marzy o stałej pracy na etat.
- Ja jeszcze nie pracuję, Janem się na razie zajmuję. Może w przyszłym roku zacznę – mówiła gospodyni, która studiowała hotelarstwo, a w Astanie pracowała w dziale sprzedaży fabryki okien i drzwi.
- To dla pani ważne, żeby zacząć pracę, dla głowy i dla duszy. No i składki na emeryturę będa. Wszystko się liczy. Mamy różne programy w Gdańsku, z których można skorzystać. Nie zostanie pani sama, proszę się nie martwić – powiedziała prezydent Dulkiewicz. – No, w pewnym momencie twardo pani sama na nogi stanie, ale pomożemy.
Najpełniej zaadaptował się chyba ich dziewięcioletni syn, chociaż jak poszedł pierwszy raz do szkoły, to po polsku nie rozumiał ani słowa. Teraz ma kilku dobrych kolegów i kalendarz wypełniony po brzegi – chór, koszykówka, judo, aikido, taniec, dodatkowe lekcje polskiego. Czasem, jak nie chce mu się wstać rano do szkoły, to mama mówi, że zadzwoni do nauczycielki i powie, że Jan zostanie dziś w domu. Wtedy momentalnie się podrywa i woła: nie, nie, już wstaję!
Polskiego też wciąż uczą się rodzice chłopca. Bo choć kobieta ma polskie korzenie zarówno od strony matki i ojca, to w Kazachstanie w codziennej komunikacji powszechnie mówi się po rosyjsku. Jewgenij ma korzenie rosyjskie i ukraińskie, ale po polsku też już całkiem dobrze sobie radzi. Zaczął naukę pięć lat temu, kiedy zaświtał im w głowie pomysł wyjazdu do Polski.
- Od samego początku uczyłem się sam, z książek i z polskiego radia – wytłumaczył. – Mam też dużo praktyki teraz w pracy.
Na koniec blisko godzinnej wizyty Aleksandra Dulkiewicz poprosiła o wspólne zdjęcie z całą rodziną oraz osobne tylko z Janem, żeby mógł w szkole pokazać, że faktycznie prezydent Gdańska wpadła do nich na kawę.
Odpowiedź przyszła z Gdańska
Do Polski przyjechali pierwszy raz w 2010 r. na wakacje - do Krakowa, Wrocławia, Zakopanego. Kolejnym razem spędzili nad Wisłą Boże Narodzenie i sylwestra. Wtedy stwierdzili, że fajnie by było mieszkać w Polsce. A gdy w 2021 r. brat kobiety, który studiował we Wrocławiu, powiedział im o programie repatriacji, zaczęli starania o wyjazd. Zbierali dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie i po kolei wysyłali listy do różnych polskich miast z zapytaniem o możliwość przyjazdu. Odpowiedź dostali tylko z Gdańska.
W styczniu 2025 r. przyszło zaproszenie na rozmowę online z gdańską urzędniczką.
- Byliśmy trochę zestresowani, bo słabo po polsku mówiliśmy. I faktycznie na początku w ogóle nie rozumiałem co ta pani do nas mówi – przyznał Jewgenij. Ale ostatecznie rozmowa okazała się sympatyczna i przyjazna. „Czekajcie na decyzję” – usłyszeli na zakończenie.
Decyzja przyszła po dwóch tygodniach – zaproszenie od prezydent Gdańska.
- To był szok. Pamiętam, że jechałem samochodem i przyszedł mail. Stanąłem, sprawdziłem w telefonie i zadzwoniłem do żony – jedziemy!
Ale od razu wyjechać nie mogli. Musieli poczekać, aż Gdańsk przyzna im mieszkanie.
Jewgenij: - Ja mam urodziny 6 sierpnia, a 5 sierpnia dostaliśmy zdjęcie tego mieszkania.
Kupili bilety na samolot i spakowali się w cztery walizki. Zabrali głównie ubrania, zdjęcia rodzinne i trochę zabawek Janka. Po przyjeździe do Gdańska 2 tygodnie mieszkali w hostelu, bo w mieszkaniu trzeba było zrobić remont.
Na początku były obawy, że nie będzie pracy, że się nie dogadają. Problemem było zwykłe kupno SIM karty albo biletu w autobusie, więc Jewgenij przez pierwszy miesiąc wszędzie chodził na piechotę, po 10-12 kilometrów dziennie. Ale po 4 miesiącach znalazł sam pracę i życie się potoczyło dalej.
Przywiezioną z Kazachstanu kolekcję plastikowych pistoletów chłopiec zawiesił sobie w gablotce nad biurkiem. A nad nimi oprawioną w ramkę flagę Gdańska, którą dostali na powitanie.
Repatrianci też tworzą Gdańsk. Miasto od 30 lat zaprasza i wspiera
30 lat programu
Samorządowy program repatriacji rozpoczął się w 1996 r. Początkowo miasto przyjmowało do dwóch rodzin rocznie. W 2021 roku liczba ta, decyzją Rady Miasta Gdańska, została podwojona.
Miasto Gdańsk zapewnia repatriantom oraz członkom ich rodzin pomoc w procesie osiedlania się, w załatwianiu formalności administracyjnych, uzyskaniu niezbędnych dokumentów oraz nabyciu pełni praw mieszkańca. Zapewnia tez wsparcie mieszkaniowe poprzez przyznanie lokalu komunalnego na podstawie bezterminowej umowy najmu, częściowe wyposażenie mieszkania oraz pokrycie kosztów czasowego zakwaterowania. Repatriantom przysługuje także jednorazowa pomoc pieniężna. Ponadto Miasto podejmuje działania ułatwiające dostęp dzieci repatriantów do placówek, zapewnia pomoc w tłumaczeniu dokumentów i pomoc w rejestracji w Urzędzie Pracy.
Najczęściej repatrianci otrzymują mieszkania w południowych dzielnicach Gdańska, jak Jasień, Ujeścisko - Łostowice, Orunia Górna - Gdańsk Południe.