Lata dwudzieste, lata trzydzieste
W polskiej “Dwójce” (potoczna nazwa Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego) było tylko dwóch tak znakomitych oficerów wywiadu, działających na kierunku niemieckim. Obaj wychowani w zaborze austriackim, mieli w młodości zasługi dla walk o odzyskanie przez Polskę niepodległości. Następnie, już służąc w “Dwójce”, zdobywali bezcenne informacje na temat tajnych zbrojeń, prowadzonych przez Berlin w międzywojniu. Obaj też zostali w końcu oskarżeni - niemal na pewno niesprawiedliwie - o współpracę z niemiecką Abwehrą i obaj nie przeżyli wojny. Jeden z nich to rotmistrz Jerzy Sosnowski, drugi - major Jan Żychoń.
Dom we Wrzeszczu, przy al. Grunwaldzkiej 117 (ówczesna Hauptstrasse) był świadkiem działalności Jana Żychonia (wówczas jeszcze w randze kapitana WP) jako szefa polskiego wywiadu w Wolnym Mieście Gdańsku. Funkcjonował oficjalnie pod przykrywką referenta w Generalnym Komisariacie RP. Do kamienicy przy Grunwaldzkiej wprowadził się w 1928 roku, z żoną. Było to wkrótce po ich przyjeździe z Warszawy. Zajęli całe pierwsze piętro, 150 metrów kw., i mieszkali tutaj do 1931 roku.
W czerwcu 1929 r. u Żychoniów doszło do tragedii. Młody polski porucznik, Edmund Grunwald, został znaleziony martwy. W głowie miał kulą rewolwerową, która weszła przez nasadę nosa. Od kilku miesięcy był w mieszkaniu lokatorem. Śledczy uznali, że do śmierci doszło wskutek nieszczęśliwego wypadku, gdy młody oficer wstawał z łóżka i z kabury wypadł mu rewolwer, który uderzył o podłogę, a następnie samoistnie wypalił. Była to wersja o tyle dziwna, że broń należała do Żychonia. Dziennikarze brukowej prasy snuli domysły, że to gospodarz w pijackim amoku postrzelił młodego przyjaciela, być może powodowany zazdrością o żonę.
Zwycięstwa i klęski wywiadu
W roku 1931 Jan Żychoń przeprowadził się do Bydgoszczy, skąd kierował tamtejszą ekspozyturą “Dwójki”.
Jego działalność w latach 30. przyniosła pasmo sukcesów: zmontował siatkę cennych agentów, zorganizował operację “Wózek”, dzięki której polskie służby inwigilowały zawartość niemieckiej poczty, przewożonej wagonami kolejowymi między Berlinem a Gdańskiem i Królewcem przez terytorium RP, tzw. “pomorski korytarz”. Działał brawurowo, gdy było to konieczne, podstępnie odurzał i porywał ludzi.
Styl życia Jana Żychonia sprawiał, że major miał wrogów nie tylko po niemieckiej stronie, ale też wśród oficerów polskiej “Dwójki”. Potrafił paradować po Gdańsku w polskim mundurze, a nawet tak ubrany poszedł z wynajętą orkiestrą i kazał grać Mazurka Dąbrowskiego pod budynkiem Prezydium Policji, gdzie swoją placówkę miał niemiecki wywiad. Takie zachowanie było równoznaczne z całkowitą dekonspiracją.
Niepokojących sytuacji było więcej - dawały podstawy do plotek. Major był deprecjonowany przez kolegów jako awanturnik, hazardzista, birbant i kobieciarz, niezbyt rzetelnie rozliczający się ze służbowych pieniędzy.
Gdy we wrześniu 1939 roku oficerowie Abwehry weszli do budynku bydgoskiej ekspozytury “Dwójki”, na biurku szefa znaleźli jedynie wizytówkę z nazwiskiem Jan Żychoń. Lepiej Niemcom poszło niestety w Warszawie, gdzie w Forcie Legionów znaleźli ogromne ilości dokumentów, które stanowiły archiwum polskiego wywiadu. Pozwoliło im to na rozbicie całych siatek agentów, działających w III Rzeszy. Ponad sto osób - w tym ludzi zwerbowanych przez Żychonia - postawiono przed niemieckimi sądami wojennymi, a następnie stracono przez ścięcie toporem. Był to m.in. los Pauliny Tyszewskiej, wieloletniej sekretarki i kochanki wysokiego rangą oficera Abwehry w ówczesnym Gdańsku.
Przez Londyn na Monte Cassino
Żychoń zdołał uciec z Polski do Francji, a następnie do Anglii. W związku z wcześniejszymi dokonaniami, cieszył się szacunkiem Brytyjczyków. Gen. Władysław Sikorski mianował go szefem Referatu Zachód wywiadu Polskich Sił Zbrojnych.
Już po śmierci naczelnego wodza w katastrofie gibraltarskiej, dwaj przedwojenni oficerowie wywiadu, pracujący na kierunku sowieckim, wystąpili przeciwko majorowi Żychoniowi - powtarzając dawne podejrzenia, oskarżyli go o działanie z niemieckiej inspiracji, a nawet świadomą współpracę z Abwehrą. Polski sąd wojskowy nie rozstrzygnął sprawy.
Urażony całą sytuacją, major Żychoń zachował się honorowo: na znak protestu w lutym 1944 roku zrezygnował z funkcji w wywiadzie i zgłosił się do służby frontowej. Zmarł 18 maja tego samego roku, od ran odniesionych w bitwie o Monte Cassino. Jest jednym z 1057 żołnierzy, pochowanych na polskim cmentarzu wojennym u podnóża klasztoru.
Będzie remont, czyli "Mamy to!"
Pod koniec 2015 roku dr Artur Jendrzejewski i Bartosz Gondek, gdański historyk, dziennikarz, muzealnik, pracując nad artykułem o działalności polskiego wywiadu w Wolnym Mieście Gdańsku odkryli, że wciąż istnieje budynek, w którym mieszkał Jan Żychoń. Ta część przedwojennego Wrzeszcza w 1945 roku uległa niemal całkowitemu zniszczeniu, ale “Dom szpiega” szczęśliwie ocalał - tyle, że trzeba było sobie zadać trochę trudu przy potwierdzaniu adresu. Ustalenia konsultowano z dr. Janem Danilukiem, historykiem specjalizującym się w dziejach Gdańska w pierwszej połowie XX wieku, do zakończenia II wojny światowej.
Kamienica, w której mieszkali Żychoniowie, zachowała się w całości. Ocalała nie tylko stolarka zewnętrzna, ale także klatka schodowa, przepierzenia, futryny i oryginalne drzwi. Budynek znajdował się pod opieką miejskiego konserwatora zabytków.
Pod koniec 2022 roku kamienica przy al. Grunwaldzkiej 117 została wpisana - na wniosek Fundacji dla Gdańska i Pomorza - do rejestru zabytków przez urząd Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. To oznacza, że wszelkie prace budowlane muszą się odbywać pod ścisłym nadzorem.
Gdańskie Nieruchomości właśnie zapowiedziały, że chcą przeprowadzić remont budynku:
Już za chwilę ogłosimy przetarg na remont zabytkowego „Domu szpiega” we Wrzeszczu. Ta eklektyczna kamienica mieści się przy Al. Grunwaldzkiej 117. Budynek powstał w 1872 roku. Przed wojną mieszkał w nim najsłynniejszy polski szpieg na Pomorzu - mjr Jan Henryk Żychoń. Do 1945 roku w kamienicy znajdował się posterunek niemieckiej policji porządkowej. Z kolei tuż po wojnie była tu placówka Urzędu Bezpieczeństwa.
Satysfakcji nie kryje Bartosz Gondek:
Mamy to! Ponad dekada pisania materiałów Tych naukowych i tych do mediów i wraz z dr. Artur Jendrzejewski, doczekaliśmy się! Jeśli to się dokona, będę mógł dołożyć sobie do listy obiektów, do których uratowania się przyczyniłem, także "Dom Szpiega", czyli Jana Henryka Żychonia we Wrzeszczu.