Gdzie Krakowiec, a gdzie Narwik
Choć położony na Krakowcu ROD „Narwik” świętuje jubileusz 65-lecia, próżno szukać tu drzewa lub altany starszej niż 18 lat. W 2008 r. został zbudowany od podstaw na podmokłych nieużytkach pomiędzy Wisłą a kanałem Łacha.
- Nic nie mogliśmy ze starych ogrodów tu przenieść, ani jednej rośliny, bo od likwidacji działek na Letnicy czekaliśmy dwa lata na przeprowadzkę. Kto chciał, mógł od razu przenieść się na inne ogrody w Gdańsku, ale kto chciał mieć nową działkę, musiał czekać – tłumaczy Daniela Bohonos, jedna z czternastu osób, które dziś mają ogród na Krakowcu, a wcześniej gospodarzyły na Letnicy.
Za utratę altan i roślin działkowcy dostali od miasta odszkodowania. Ona - 22 tys. złotych.
- Tak to wyglądało na początku – pokazuje nieostre odbitki pstrykniętych „małpką” fotek Zygmunt Wierciszewski, drugi z weteranów. – Błoto po kolana było. Gospodarstwo jeszcze tu stało i chlewnia.
Na zdjęciu charakterystyczny dla Żuław płaski teren poprzecinany kanałami i przykryty resztką śniegu. W tle koparka, betoniarka i kominy rafinerii. Na kolejnej odbitce Wierciszewski w białej koszulce na ramiączkach stoi przy skrzynce elektrycznej, a z urodzajnej gleby wyrastają pierwsze roślinki.
Daniela Bohonos: - Rok zajęło zanim to jakoś wyglądało. Na moją działkę sześć ciężarówek ziemi dowiozłam. Moja cała rodzina na kolanach pracowała.
Przyczyna przeprowadzki: założone w 1961 r. działki przy ul. Narwickiej, początkowo głównie dla kolejarzy, musiały zrobić miejsce pod budowany na Euro 2012 „bursztynowy stadion”, infrastrukturę i budynek Międzynarodowych Targów Gdańskich Amber Expo.
Krakowiec, Letnica. A gdzie Narwik?
- W miejscu, gdzie były ogrody na Letnicy, za Niemców był obóz pracy. Wybudowano 20 baraków przeznaczonych dla kobiet i mężczyzn, którzy pracowali w Stoczni Schichaua – wyjaśnia Mariusz Krupiński, prezes ROD „Narwik”. - Niemcy nazwali obozy od bitwy w 1940 r. pod Narwikiem.
Nazywając obozy Arbeitslager Narvik I i Arbeitslager Narvik II, okupanci uczcili ponowne zajęcie zdobytego wcześniej przez aliantów (w tym Polaków) norweskiego miasta. Obozy działały w latach 1941-1945. Pod koniec wojny więźniowie pracowali również przy budowie fortyfikacji. Od wiosny 1945 do grudnia 1947 działał tu obóz przejściowy dla wysiedlanych tysiącami Niemców oraz dla polskich repatriantów zza Buga i wracających z Zachodu przez morze żołnierzy. Zwany był m.in. "Osiedlem barakowym Narwik".
Żabianka - to już 50 lat! Jak powstało pierwsze gdańskie osiedle z wielkiej płyty
Nazwa ROD-u, podobnie jak sąsiedniej ulicy Narwickiej, upamiętniają tamte wydarzenia.
- Później, po 47. roku do roku 60. w barakach były mieszkania kwaterunkowe dla ludzi, którzy pracowali w Stoczni Gdańskiej, w Stoczni Północnej, w Nowym Porcie, na lotnisku na Zaspie. I władze PRL-owskie - wiadomo, był taki okres, że coś dla społeczeństwa trzeba było zrobić, jakieś tereny zielone - więc ludzi przesiedlili. Dostawali mieszkania w dzielnicach Przymorze i Zaspa. A przy ulicy Narwickiej powstał ogród – opowiada Krupiński.
U niej warzywniak, u niego sad
Gdy odwiedzam działkowców „Narwiku”, w mieście są 33 stopnie Celsjusza, a wśród bujnej, pachnącej w słońcu zieleni - dobre 2-3 stopnie mniej. Dlatego jak przychodzi wiosna, Daniela Bohonos przenosi się z mieszkania we Wrzeszczu na działkę i pomieszkuje tu aż do jesieni. Podobnie jak na Letnicy hoduje głównie warzywa. Z dumą pokazuje mi swoje uprawy – jeszcze malutkie ogórki i zielone pomidory, pachnące cukinie, które lubi smażyć na patelni, dorodną żółtą fasolę. – Tylko koper mi się w tym roku nie udał – kręci głową. – Ale groszek był wyższy ode mnie.
Są też ziemniaki, buraki, jabłonki, ciężkie od nasion słoneczniki i przekwitłe już egzotyczne juki. Z jeszcze chyba większą dumą prezentuje okalający ogród żywopłot z tui, wysoki na dwa metry, równiutko przycięty i gęsty tak, że kija nie wciśniesz.
W holenderskim domku ma wszystko co potrzebne do życia przez kilka miesięcy – sypialnie - jej i dla gości, łazienkę, kuchenkę. W pomieszczeniu gospodarczym oprócz licznych narzędzi - półeczka z książkami. Wśród nich śpiewnik partyzancki, ABC roślin doniczkowych i „biblia” działkowca - czyli „Działka moje hobby” z tytułem wypisanym charakterystyczną czcionką - tak kultowym, że przenoszonym na fali retro-sentymentu na koszulki, noszone przez ludzi niemających nigdy nic wspólnego z ROD-ami. Dla Danieli ROD to rodzinna tradycja. Na Letnicy bywała od końca lat 70. na działce sąsiada z al. Grunwaldzkiej, którą po jego śmierci przejęła na początku lat 80. Jeszcze wcześniej chodziła na działkę z rodzicami na Siedlcach, gdzie mieszkali.
Zygmunt Wierciszewski z kolei specjalizuje się w owocach. Sad miał na Letnicy, ma i na Krakowcu. – To były zamierzchłe czasy, 78. rok. Pracowałem wtedy w dyrekcji kolei. Któregoś dnia przez megafon podali ogłoszenie, że jest działka do nabycia, bo człowiek zmarł. Od razu się zgłosiłem. Działkę kupiłem za 72 tysiące złotych, tyle wtedy kosztował „maluch” – wspomina były wiceprezes ROD. – Pochodzę ze wsi pod Łomżą, zawsze byłem związany z ziemią i rolą, więc pragnąłem mieć działkę.
Obecnie, by mieć prawo do 80-letniej dzierżawy ogrodu na „Narwiku”, trzeba wysupłać troszkę więcej niż na najtańsze auto. – Za gołą ziemię chcą 80 tys. Za działkę z domkiem nawet 250 – zdradza Bohonos, która jest skarbniczką ROD-u. – Ale trudno dziś o chętnych za taką cenę – dodaje.
Ceny działek wywindowała pandemia. Nie można było podróżować, więc złaknieni natury i spokoju ludzie rzucili się na wakacje na „Rodos”. Dziś ceny są wciąż zamrożone, ale trend się odwrócił – znów można wyjeżdżać w świat i popyt na działki zmalał.
Wierciszewski ma na działce wiśnie, czereśnie, jabłonie, grusze, w sumie 22 drzewka owocowe i dziesiątki krzewów. Warzywniak też. Niestety, pomału musi wracać na Chełm, a jako że rozmawiamy w biurze, a jego ogród jest na samym końcu działek, półtora kilometra od bramy wjazdowej, już mi swoich owoców nie zdąży pokazać. – Ja ani jednej nocy na działce nie spędziłem, zawsze wracam do domu. Żona czeka z obiadem i dzwoni, jak się spóźniam – wyjaśnia.
Nie ma tego złego...
Gdy działkowcy z „Narwiku” w Letnicy dowiedzieli się, że za rok ich ogrody rozjadą buldożery, wielu było załamanych. – Z Wrzeszcza na działkę nieraz pieszo się chodziło, a tu daleko – wspomina Daniela Bohonos.
- Niektórzy chcieli w ogóle z działek zrezygnować, zamiast się przenosić – dodaje Zygmunt Wierciszewski.
Daniela i Zygmunt zdecydowali się na przeprowadzkę. – Zapewniali, że działki będą przestrzenne i piękne – tłumaczy ona i kilkakrotnie podnosi kciuk, gdy pytam jak jest teraz. – Może jacyś pojedynczy nie są zadowoleni, ale tak to wszyscy są szczęśliwi.
Działkowcy z Letnicy już na Krakowcu
- Teraz jest wszystko w porządku. Tam nie było już rozwoju – dodaje on.
- Działki były małe, nie było wjazdu, drogi były wąskie, nie było mowy, żeby szambowóz wjechał – wyliczają jedno przez drugie.
- Tu są, można powiedzieć, najbardziej nowoczesne działki, bo wszędzie dookoła są stare ogrody – wtrąca Mariusz Krupiński.
Teren ogrodów na Krakowcu o powierzchni prawie 44 ha jest znacznie większy niż na Letnicy. Jest tu blisko dwa razy więcej działek – 248 (na Letnicy było 130), a same działki są prawie dwa razy większe – po 450-500 metrów kw. Do każdej można dojechać autem i zaparkować na swoim terenie.
- Z pewnymi oporami przyjmowaliśmy proponowaną lokalizację, ale widząc efekt cieszymy się, że doszło do porozumienia z miastem. Teraz możemy powiedzieć, że jesteśmy użytkownikami najnowocześniejszych rodzinnych ogrodów działkowych w Polsce – mówił w 2008 r. Czesław Smoczyński, ówczesny prezes gdańskiego związku działkowców. Prace nad urządzeniem nowych ogrodów kosztowały wtedy miasto 21 mln zł. Odszkodowania za likwidowane działki ogrodowe zostały przyznane 468 działkowcom, na łączną kwotę ponad 7,3 mln zł.
Prezes stawia na integrację
Różnice są nie tylko w infrastrukturze, ale i w filozofii działkowej.
- Kiedyś był ściśle przestrzegany regulamin. Co roku jesienią był przegląd działek i w rubrykach wypisane, jakie kto warzywa uprawia oraz wystawiane oceny. Dzień działkowca był połączony z prezentacją plonów, kto co wyhodował – wspomina dawny reżim Zygmunt Wierciszewski. – Bo działki musiały być wykorzystywane ogrodniczo, a nie tylko służyć rekreacji.
Dziś dopuszcza się niemal wyłącznie rekreacyjną funkcję działki – byle był ład, porządek i przycięty trawnik, jak ten u laureata jednej z trzech tegorocznych nagród dla najlepiej zadbanych działek, po którym systematycznie krąży robot - kosiarka.
- Nie ma tylko rekreacji, trzeba nadal uprawiać warzywa i owoce, jest taki wymóg, tak jak obowiązkowy jest kompostownik – oponuje Mariusz Krupiński. – Ale tak samo jak uprawiać, trzeba się też integrować - ze społeczeństwem, z ludźmi ze Stogów, z rodzinami, jak mówi sama nazwa ROD, czyli Rodzinne Ogrody Działkowe. To jest też czas na wypoczynek i relaks, nie tylko pracę przy grządkach – podkreśla Krupiński, człowiek młodszego pokolenia, działkowiec od lat 13, prezes od lat 3.
- Na samym początku myślałem, że sobie nie poradzę. Jestem mieszczuch, gdzie ja będę tutaj uprawiał ziemię? Nie byłem przygotowany. A dziś, to bym za żadne pieniądze stąd nie poszedł. Bo już się człowiek tak przyzwyczaił i tak jest pięknie na tych ogrodach – zachwyca się Mariusz, który mieszka na Starym Mieście i latem doskwiera mu upał oraz tłumy i hałas na jarmarku. – Tutaj ludzie są dla siebie serdeczni, uśmiechnięci, pomagają sobie nawzajem. Można się nauczyć różnych rzeczy od starszych działkowców – zachwala bytowanie w cichej, zielonej oazie.
Od trzech lat na ogrodach organizowany jest „Dzień działkowca”. W sobotę, 8 sierpnia połączony będzie ze świętowaniem 65-lecia.
- Dzień Dziecka zrobiliśmy też w tym roku. Przyszło 80 dzieci i 120 porcji lodów poszło – wylicza skrupulatnie skarbniczka ogrodów. – Były „dmuchańce” do zjeżdżania, piana, popcorn. Jezu – wszystko było!
- Wcześniej nie było czegoś takiego – dodaje Krupiński i opowiada o zmianach, jakie jeszcze wprowadził - remont świetlicy, w której poprzednio były pomieszczenia magazynowe, nowe oświetlenie w głównej alei, doroczny konkurs na najładniejsze działki z trzema nagrodami i dwoma wyróżnieniami. No i integracja. W piątek, w przeddzień „Dnia działkowca” wszyscy są zaproszeni na wspólne przygotowania do święta – dmuchanie balonów, dekorację świetlicy i terenu.
Było gruzowisko, będzie „raj”. Ruszyły nasadzenia w Brzeźnie z projektu BO
Integrują się wszystkie pokolenia, ale dziś większość działkowców to ludzie młodzi. Różnica jest taka, że młody prezes jest za większą otwartością, żeby mogli wchodzić na działki też ludzie spoza ogrodów, mieszkańcy dzielnicy. A starsze pokolenie boi się otworzyć bramę, żeby złodziei nie wpuścić.
- Od pandemii się bardzo zmieniło. Starsi przepisują działki na młodych. I pełen podziw dla nich, jak się tu aklimatyzują i sprawiają, że działki są jeszcze piękniejsze – wyjaśnia Krupiński i dodaje, że ich starania zostały docenione. - W zeszłym roku zdobyliśmy 3. miejsce w okręgu na 300 ogrodów w konkursie „Wzorowy ogród”. Dostaliśmy z Warszawy puchar i dyplom z tej okazji – podsumowuje z dumą.