Donald Tusk: “Lekcja z 1939 roku jest prosta”
Przemówienie premiera polskiego rządu było poruszające ze względu na aktualność przesłania i ostrzegawczy ton.
Donald Tusk powiedział:
Najbliższe miesiące, ta jesień, ta zima, która są przed nami, mogą być kluczowe nie tylko dla niepodległości Ukrainy, ale dla bezpieczeństwa Polski i całego wolnego świat. Z Westerplatte krzyczymy dziś do wolnego świata: "bądźcie solidarni"!
Szef polskiego rządu rozpoczął od ostrzeżenia, jakie niesie historia - o braku solidarności wolnego świata w miesiącach poprzedzających II wojnę światową. O tym, że najpierw agresorom oddano Czechosłowację, mówiąc, że “to tylko Czechy”, a potem przyszła kolej na Polskę. Premier podkreślił, że "lekcja z 1939 roku jest prosta, chociaż wciąż tak niewielu ją rozumie".
- Nie trzeba być historykiem, a obaj z panem prezydentem jesteśmy historykami, żeby wiedzieć dokładnie, kto ponosi odpowiedzialność za katastrofę września 1939 roku - mówił Donald Tusk. - Nawet gdyby żołnierzy Westerplatte było 10, 100 czy 1000 razy więcej, nie dałoby nam to szansy na zwycięstwo, bo wolny świat pozwolił Hitlerowi i faszystowskim Niemcom na rozpętanie wojny i bezkarną agresję.
ZOBACZ ZAPIS WIDEO Z UROCZYSTOŚCI:
Tak więc: “równie ogłuszająca jak salwy z Schleswiga-Holsteina była samotność polskich żołnierzy”. I dziś to samo może się powtórzyć w naszych czasach, ponieważ “Znowu giną dzieci pod bombami, tuż za miedzą, w Ukrainie”.
Premier podkreślił, że odpowiedzialność za koszmar II wojny światowej spada na hitlerowskie Niemcy i na sowiecką Rosję. - Tu nie ma żadnych dwuznaczności. To było, jest i będzie oczywiste dla każdego przyzwoitego człowieka, niezależnie od tego, gdzie się urodził i jakiej jest narodowości - stwierdził Donald Tusk.
Zdaniem premiera, dziś naszym zadaniem jest przede wszystkim wyciągnąć lekcję, mądre wnioski.
- Tak, by nigdy nie polegać na bohaterstwie żołnierzy osamotnionych. By nie polegać na bohaterstwie tych, którzy czekali na reakcję sojuszników - mówił Donald Tusk. - My dziś musimy polegać na własnej sile i na realnych sojuszach. Nie na zaklęciach, nie na mitach, ale na prawdziwej sile państwa polskiego, prawdziwej sile, odporności i solidarności sojuszu, w którym Polska odgrywa tak istotną rolę.
Premier podkreślił, że trzeba pomóc przetrwać Ukrainie, bowiem od tego zależy dalszy los Europy i świata. Ostatnie akty sabotażu, w tym prawdopodobne podpalenie w zakładach w Skarżysku-Kamiennej, czy atak dronowym w niemieckim Lipsku, nie pozostawiają wątpliwości, co do powagi sytuacji.
Karol Nawrocki: “Hekatomba i pandemonium Polski”
Zupełnie inny, w porównaniu ze słowami premiera, był ton przemówienia prezydenta Karola Nawrockiego, które chwilę wcześniej wybrzmiało z mównicy na Westerplatte. Było tam niewiele o konieczności obrony wolnego świata przed wzrostem zagrożenia wojennego.
Prezydent skupił się na relacjach niemiecko-polskich. Wspomniał wprawdzie, że - "jak sądzę" - wspólnym wrogiem dla sojuszników jest Federacja Rosyjska, która destabilizuje sytuację w Europie, jednak mówił głównie o Niemcach i Niemczech - jakby Berlin nie był sojuszniczą stolicą, we wspólnej Unii Europejskiej, ale wciąż rządził tam jakiś reżim nieprzyjazny Polsce.
W niemal 17-minutowym przemówieniu prezydenta Nawrockiego było więc dużo o tym, że Niemcy nie potrzebowali Hitlera, by w ich życiu publicznym normą był antypolonizm. Tak działo się na przełomie XIX i XX wieku, gdy “antypolonizm był tym, co łączyło lewicę i prawicą, przez liberałów”. Tak było również w demokratycznej Republice Weimarskiej. Atak na Polskę był następstwem tej sytuacji.
- 1 września rozpoczęła się hekatomba i pandemonium Polski. Zginęło 6 milionów polskich obywateli, co szósty, w tym 90 procent cywilów - mówił Karol Nawrocki.
Straty i cierpienia Polski, do jakich doszło wskutek II wojny światowej, zdaniem prezydenta Nawrockiego, wciąż nie zostały naszemu krajowi przez Niemcy wynagrodzone. Nadal Polska nie jest traktowana przez Berlin jak równy partner, o czym - zdaniem prezydenta - świadczy to, że Polacy mają w Niemczech mniejsze prawa, niż Niemcy w Polsce; że nadal w Berlinie nie ma pomnika polskich ofiar wojny; że niemiecki rząd odrzucił wniosek o dofinansowanie Domu w Bochum, który przed II wojną światową był historyczną siedzibą Związku Polaków w Niemczech.
- Reparacje i zadośćuczynienie Polsce powinny zostać wypłacone - stwierdził Karol Nawrocki. - Reparacje, abyśmy nie musieli brać zachodnich kredytów, abyśmy dostali to, co nam się należy.
Prezydent zaapelował do premiera Tuska, by włączył się w starania o reparacje - “dla historycznej sprawiedliwości i dla naszej przyszłości”.
“Nigdy więcej Polski, która ma tylko odwagę”
Przemawiali także minister obrony narodowej i wicepremier rządu RP Władysław Kosiniak-Kamysz oraz prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.
Wicepremier Kosiniak Kamysz opowiedział o wysiłkach rządu, by wzmacniać wojskowe sojusze Polski w wolnym świecie i modernizować polskie siły zbrojne na wypadek zagrożeń zewnętrznych.
- Bohaterstwo to jest to, co zostaje, gdy wszystkiego zabraknie. Nigdy więcej Polski, która ma tylko odwagę - spuentował swoje przemówienie szef MON.
Prezydent Aleksandra Dulkiewicz mówiła o kosztach wojen, jakie ponosi ludność cywilna.
- Podobno Churchill mawiał, że “wojna to męska rzecz”. Wojna to nie tylko męska rzecz, wiedzą o tym kobiety - wiedziały te w Gdańsku w 1945 roku, wiedzą to teraz kobiety w Ukrainie - stwierdziła prezydent Gdańska.
Aleksandra Dulkiewicz przypomniała, że za wojenne ambicje dyktatorów płacą przede wszystkim osoby w podeszłym wieku, kobiety i dzieci. Świadczy o tym przykład wojennej blokady Leningradu, kiedy to zagrożone przez Niemców miasto zostało zamienione w twierdzę, bez wystarczających środków do życia dla cywilów - pociągnęło to wówczas za sobą nawet milion ofiar, w dużej mierze z powodu śmierci głodowej.