• Start
  • Wiadomości
  • Teatralny lot w Kosmos. Urzekający “Mały Książę” w Miniaturze

Teatralny lot w Kosmos. Urzekający “Mały Książę” w Miniaturze

“Mały Książę”, choć nie jest sztuką najłatwiejszą dla najmłodszych widzów, może być nowym przebojem Teatru Miniatura. To bardzo wdzięczny spektakl, który rozbawi i małego, i dużego widza.
02.06.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
ksiaze1
"Mały Książę" w Teatrze Miniatura to wdzięczna adaptacja literackiej klasyki
fot. Piotr Pędziszewski/Teatr Miniatura

"Mały Książę” to absolutna klasyka literatury, nie tylko dla dzieci. Wielokrotnie adaptowana niemal na wszystkie teatralne i filmowe sposoby. Nie zawsze jednak ożywiona wersja przygód przybysza z asteroidy B-612 dorównuje książkowemu pierwowzorowi. Co zrobić, żeby znaleźć w niej coś innego, świeżego?

Można, na przykład, tę opowieść zdekonstruować. "Mały Książę" w Teatrze Miniatura to oczywiście nie przeniesienie "1 do 1" historii francuskiego pisarza. To raczej wdzięczny zlepek sennych wyobrażeń wywołanych na nowo czytaną opowieścią. To wspólny lot z Małym Księciem przez odległe planety i znacznie bliższe nam zakamarki nas samych. 

Gdzie kończy się kostium? Wyjątkowa wystawa na na 50-lecie Działu Teatralnego

"Mały Książę" na nowo

Zaczyna się od katastrofy - katastrofy Pilota rzecz jasna, który w wyniku awarii samolotu ląduje na Saharze. Tam spotyka właśnie Małego Księcia, który zasypuje go wspomnieniami z nieprawdopodobnych przygód z dalekich podróży. I od początku dynamika dwójki bohaterów dobrze działa - kontrast pomiędzy doświadczeniem i “konkretem” teatralnego Pilota (charyzmatyczny Dariusz Czarniecki) i delikatnością debiutującego w Miniaturze FIlipa Kubali jest jednym z najmocniejszych elementów spektaklu. 

Na obu aktorach, choć w zdecydowanej większości na tytułowym Małym Księciu, spoczywa ciężar utrzymania uwagi widzów i wychodzi im to naprawdę nieźle. Chociaż i tak ponad godzina (75 minut) snucia (umówmy się, niełatwej) opowieści, bez przerwy, jest dla najmłodszych widzów wyzwaniem. To przedstawienie dla dzieci powyżej ósmego roku życia, ale nawet im nie zawsze udawało się pozostać w skupieniu przez całe przedstawienie.

Rusza 5. edycja Festiwalu Kultury Ocalonej

Dlatego obsada i ekipa “Małego Księcia” dwoi się i troi, żeby zaskoczyć i zachwycić dzieci - i to się udaje. Rysunkowe wizualizacje, “grająca” scenografia (spadochrony świetnie sprawdzające się jako pustynne wydmy i krajobrazy odległych planet), czy w końcu łamanie czwartej ściany w postaci ekipy technicznej pomagającej w poszczególnych scenach (ten trend w teatrach nie mija) skutecznie przyciągają dziecięcą uwagę. 

ksiaze
"Mały Książę" to świetna rozrywka dla dużych i małych
fot. Piotr Pędziszewski/Teatr Miniatura

Korowód znanych postaci

Podobnie jak znane z książki postaci - ich pojawianie się sprawia dużo radości także dorosłej widowni. Rozczulający lis (pięknie skonstruowana puszysta lalka) z wdziękiem animowany przez Edytę Janusz-Erlich, ciekawie wypadający Krystian Wieczyński jako Pijak czy wreszcie Róża (humorzasta Magdalena Gładysiewicz) - której jest zaskakująco mało - to wszystko wywołuje nostalgię. 

Ale “Mały Książę” nie bazuje tylko na wspomnieniach (szczególnie starszej widowni) - "Mały Książę" to naprawdę zabawny spektakl, podczas którego publiczność raz po raz zanosi się śmiechem. Szczególnie działa na nią Marek Kamil Kowalski wcielający się w Idola - zakochanego w sobie… Elvisa posyłającego całusy niewidzialnym fanom (kto uważa, że Elvis Presley był utalentowanym przybyszem z innej planety, tego jego obecność w Małym Księciu nie dziwi). 

Rozrywka dla całych rodzin

Warto jednak wspomnieć, że większość, tych nawet najzabawniejszych, scen jest potraktowana w sposób wręcz teledyskowy (ale biorąc pod uwagę możliwości skupienia dzisiejszych młodych widzów ten zabieg nie powinien zaskakiwać). Ma to swoje mankamenty - bez znajomości lektury dzieciom może przychodzić z trudem odkodowanie pełnego przekazu spektaklu (dlatego tym bardziej powinni towarzyszyć im opiekunowie, choćby po to, by rozjaśnić fabułę).

Ale nawet jeśli to nie jest spektakl doskonały, to taki, na który chce się wracać. Niby poruszający wszystkie nostalgiczne struny, ale wciąż wartki i świeży. To też spektakl pożegnalny - Michał Derlatka żegna się monumentalną opowieścią z funkcją dyrektora Teatru Miniatura.

Żegna się z tą rolą tym, co w teatrze dla dzieci klasyczne (i najistotniejsze). Opowieścią pełną wdzięku, śmiechu i wzruszeń. Opowieścią o poszukiwaniu przyjaźni, o oswajaniu tego, co nieznane. O odnajdywaniu dziecka w sobie. I warto się wybrać się na to teatralne pożegnanie, bo kończy się przypomnieniem, że “najważniejsze jest to, co niewidoczne dla oczu”.

TV

Montaż konstrukcji kładki