• Start
  • Wiadomości
  • Studium dziedziczonej traumy. “Sprawa Dawida Frankfurtera” w Teatrze Wybrzeże

Studium dziedziczonej traumy. “Sprawa Dawida Frankfurtera” w Teatrze Wybrzeże

“Sprawa Dawida Frankfurtera” to trudna próba zrozumienia kim jesteśmy jako dzieci swoich rodziców i jako rodzice swoich dzieci. To też próba zrozumienia, jak pokoleniowe traumy rzutują na teraźniejszość i przyszłość i w jakich barwach malują przeszłość.
21.04.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
11_581b76bf4c (1)
Sprawa "Dawida Frankfurtera" to wielowarstwowy dramat trodzinny
fot. Dawid Stube/Teatr Wybrzeże

Jest kwiecień 1997 roku, rocznica urodzin Adolfa Hiltera. Dwóch 17-letnich chłopców, Konrad Pokriefke i Wolfgang Stremplin odtwarzają wydarzenie, którym są obsesyjnie wręcz zafascynowani. Morderstwo Wilhelma Gustloffa, nazisty i urzędnika NSDAP przez chorwackiego Żyda, Dawida Frankfurtera. Odtwarzają, choć tragiczne zdarzenie w ich przypadku ulega wypaczeniu. 

Niekończąca się tragedia

Historia krąży wokół śledztwa dotyczącego tragedii - lecz nie śledztwa prowadzonego przez służby, a zdruzgotanych ojców nastolatków. To próba zrozumienia poszukującego swojej tożsamości i radykalizującego się Woflganga (ostatecznie chłopak przechodzi na judaizm), i karmionego opowieściami babki Tulli… o największej morskiej tragedii, zatonięcia storpedowanego przez sowietów okrętu “Wilhelm Gustloff”, w wyniku którego śmierć poniosło blisko 9 tysięcy Niemców uciekających w 1945 roku z Prus Wschodnich. 

Tulla Porkiefke, jako jedna z ocalałych katastrofy pielęgnuje pamięć - po poległych i ocalałych. Niemiecką niejako martyrologię przelewa na wnuka właśnie - który, w przeciwieństwie do swojego ojca, historią jest zainteresowany. Szybko jednak okazuje się, że fascynacja rodzinną tragedią przeradza się w fascynację niesławnym (choć w mniemaniu chłopaka narodowym męczennikiem) patronem feralnego statku. Stąd tylko krok do fascynacji neonazizmem. 

Fabuła, tak jak powieść Gunthera Grassa (będąca bezpośrednią inspiracją spektaklu), “Idzie rakiem”. Cofa się, choć nie linearnie, doprowadzając do źródeł radykalizacji młodych głównych bohaterów. Maluje dwa portrety nastolatków: o skrajnie odmiennych poglądach, tak samo jednak wyobcowanych, sfrustrowanych, niezrozumianych i zaniedbanych przez emocjonalnie nieobecnych i niedostępnych rodziców.

1_23cb7aec99
Bezgraniczna miłość Tulli do wnuka nieoczekiwanie prowadzi do jego radykalizacji
fot. Dawid Stube/Teatr Wybrzeże

Nosferatu zawładnął Teatrem Wybrzeże. I jest zachwycający!

W dość raczkującym jeszcze internecie stających się z Konrada i Wolfganga w Wilhelma i Dawida, prowadzących osobiste, choć oparte na studiowanym przez nich wycinku historii dysputy. I już samo to mogłoby być studium przypadku, lecz chwilami rozmywa się w nadmiernie rozwleczonym (prawie 2,5 godzinnym) akcie, w którym dramaturgia “rozbiega się” pomiędzy lata 90., młodość rodziców nastolatków i rzeczoną morską katastrofę z 1945 roku. Studium transgresji międzypokoleniowej, nie tylko rodzinnej, ale i narodowej traumy nieco rozmywa się nadmiarze pobocznych wątków. W skondensowanej formie 

Drugi akt to głównie historyczne tło dramatycznej ucieczki rodziny Pokriefke z Gdańska, wymownie poddające w wątpliwość działania najmłodszego pokolenia. Jednocześnie niebezpiecznie skręcające w stronę martyrologii krzywdy Niemców uciekających z Gdańska. Generalizować realiów wojennych nie wypada, ale jednak… końcówka spektaklu wypada, szczególnie jako osadzona w Gdańsku, mimo że dramatyczna i dynamiczna, na spłyconą problematycznie i zerojedynkową. 

Bolesne spojrzenie w przeszłość

Niemniej, sprawia, że to spektakl bolesny, niewygodny, nie ułatwiający utożsamiania się z bohaterami. Stawiający pytania o generacyjne traumy, historie zamiatane pod dywan, a powracające w najmniej oczekiwanym momencie. Niełatwy do “strawienia” szczególnie w skomplikowanym historycznie Gdańsku.

7_283d6530b4 (1)
Ojcowie prowadzą własne śledztwo dociekając, co doprowadziło do tragedii ich synów
fot. Dawid Stube/Teatr Wybrzeże

W gęstej sieci manipulacji. “Ellen Babić” w Teatrze Wybrzeże

To spektakl oddający pierwsze skrzypce młodym - aktorom jeszcze ze szkół teatralnych (w rolach zagubionych nastolatków Kuba Dyniewicz i Błażej Szychowski wypadają wiarygodnie, w historycznych retrospekcjach nieco mniej). To także koncertowa rola znakomitej Marzeny Nieczui-Urbańskiej, której zimna i stanowcza Tulla Pokriefke jest wprost hipnotyzująca, zagarniająca każdą scenę.

Doświadczona aktorka wypada jeszcze lepiej w porównaniu z grającej młodą Tullę Karoliną Kowalską (świetna w “Pięknej Zośce”, tym razem kreującej szczególnie jako Tulla postać lekko przerysowaną). Słowem - to kalejdoskop wyrazistych postaci (nie należy zapominać o dobrze dobranych duetach Anna Kociarz - Marek Tynda i Maciej Konopiński i Monika Chomicka-Szymaniak), które mają niełatwe zadanie, by, nomen omen, nie utonąć w nadmiarze wątków i postaci. Może gdyby spektakl był bardziej skondensowany (trwa z przerwą niemal cztery godziny) i gdyby chęć opowiedzenia “wszystkiego” zamienić na większą precyzję, miałby większą siłę rażenia. 

Niemniej, to “Sprawa Dawida Frankfurtera” to z pewnością spektakl pozwalający na ponownie zmierzenie się - i z historią, i z twórczością Grassa. Spektakl, który zostaje w pamięci na długo po pokazie.