"Pakujcie się!"
Gdy Mary Crilly wspomina Irlandię sprzed 40 lat, ciężko uwierzyć w te opowieści. Nawet w latach 1970-80 moralnością i życiem intymnym Irlandczyków rządził kościół katolicki. Seks był całkowitym tabu. Do początku lat 70. panował zakaz pracy dla mężatek, do tego zakaz rozwodów, całkowity zakaz aborcji. Krajem tak naprawdę rządzili biskupi.
- Rodziły się dzieci, ale nie wiadomo skąd i jak - mówi Mary Crilly. - Aktywność seksualna młodych ludzi była potępiana przez Kościół.
Przemoc seksualna była także tematem tabu, zamiatanym pod dywan. - Dlaczego, w imię Boże, ktoś miałby pomagać młodej dziewczynie, która zaszła w niechcianą ciążę albo została zgwałcona? - wspomina Crilly tamtą mentalność. - Takie “zhańbione” kobiety musiały zostać ukryte przed oczami społeczeństwa, więc trafiały do specjalnych domów matki i dziecka prowadzonych przez kościół katolicki.
Crilly mówi, że jeśli wspominała wtedy o prawach kobiet czy dostępie do aborcji, to ludzie potrafili na nią splunąć i pytali, czy nie ma wstydu.
A jednak założyła w takich warunkach drugie w Irlandii (pierwsze powstało w Dublinie) centrum pomocy ofiarom przemocy seksualnej w Cork na południu wyspy. Bez pomocy państwa, Kościoła czy policji, wynajęła pomieszczenia gdzieś na uboczu, by jej nowe Centrum Pomocy Ofiarom Gwałtów nie rzucało się zbytnio w oczy.
- Radzili nam, że mamy się pakować i wyjeżdżać z miasta - wspomina.
Skąd pomysł na powstanie Centrum? Crilly wspomina choćby sprawę z 1984 roku, kiedy to 15-letnia Ann Lovett urodziła dziecko na tyłach kościoła Marii Panny w Granard. Podczas porodu zmarła i nastolatka i noworodek. Dopiero po ich śmierci Irlandia zaczęła głośno rozmawiać o problemie niechcianych nastoletnich ciąż (antykoncepcja była niedostępna).
Później na jaw wyszła prawda o potwornych warunkach, w jakich trzymano matki i dzieci w irlandzkich “domach opieki” prowadzonych przez siostry zakonne; o niewolniczej pracy kobiet w pralniach (tzw. magdalenkach), o pedofilii, przemocy, znęcaniu się nad kobietami, odbieraniu im dzieci. W masowym grobie w Tuam, przy kościelnym schronisku, odkryto 796 ciał dzieci.
- Wtedy drogi społeczeństwa i kościoła rozeszły się - mówi Dola Twomey, również pracownica Centrum, na co dzień żona Mary Crilly. Wzięły ślub w Irlandii, gdy małżeństwa jednopłciowe zostały tam zalegalizowane w 2015 roku.
Ekrem İmamoğlu laureatem V nagrody im Pawła Adamowicza
Pomogła tysiącom kobiet
Minęły 43 lata od 1983 roku. Centrum Pomocy Ofiarom Przemocy Seksualnej w Cork przeniosło się z peryferiów do środka miasta. W sumie pomogło tysiącom osób - nastoletnim i dorosłym kobietom czy molestowanym chłopcom.
Mary Crilly mówi, że wciąż jednak wstrząsa nią widok uczennicy w szkolnym mundurku, która zgłasza się do Centrum po pomoc psychologiczną, prawną czy medyczną. To mogą być ofiary gwałtu, molestowania, stalkingu czy cyberprzemocy, a także kobiety szmuglowane z ubogich krajów do Irlandii jako prostytutki.
- Na początku musiałyśmy uczyć się wszystkiego same. Przecież nie byłyśmy psycholożkami, nie wiedziałyśmy jak leczyć traumy, musiałyśmy jeździć na szkolenia do Wielkiej Brytanii - wspomina Mary. - Ale byłyśmy nieustępliwe.
Mówi, że jej praca nie ustaje. Dziś dalej szokuje ją sposób, w jaki traktuje się w irlandzkich sądach zgwałcone kobiety. To na nich spoczywa obowiązek udowodnienia winy.
- Taka kobieta zeznaje przed sędzią kilka godzin, tak jakby to ona była przestępcą a nie ofiarą - mówi Crilly. - Obrońcy gwałciciela szukają na nią haków, zadają skandaliczne pytania, wyciągają brudy, zrobią wszystko, by ją zdyskredytować. Za każdym razem, gdy jestem z taką kobietą w sądzie, umiera jakaś część mojej duszy.
Mówi, że w Irlandii skazuje się raptem 10 procent sprawców gwałtów. Poza tym tylko jedna kobieta na cztery zgłasza przemoc seksualną. Statystyki przestępstw seksualnych wcale nie spadają.
Na pewno zmieniło się jedno - w 1990 roku prawo irlandzkie uznało, że do gwałtu może dojść także w małżeństwie.
"Dziękuję Gdańskowi za solidarność"
Mary Crilly odebrała w Gdańsku, we wtorek, 13 stycznia 2026, w IKM wyróżnienie specjalne w ramach Nagrody im. Pawła Adamowicza. Spotkała się przy okazji wizyty w Gdańsku z prezydent Gdańska Aleksandrą Dulkiewicz oraz z przedstawicielkami organizacji kobiecych i równościowych z Gdańska działających pod parasolem Gdańskiego Centrum Równego Traktowania (FOSA, Tolerado, Stowarzyszenie WAGA).
Irlandzka aktywistka jest naprawdę wdzięczna, że dostała wyróżnienie w ramach Nagrody im. Adamowicza. Kiedy zakładała swoje Centrum w 1983 roku, nie spodziewała się, że ktoś kiedyś doceni jej pracę, a już na pewno, że będzie w 2026 roku odbierać europejską nagrodę w Gdańsku.
- Pochodzę z małego Cork w Irlandii - mówi. - Przez lata za to, że pomagam kobietom, nasłuchałam się na ulicach od mężczyzn, którzy uznają mnie za wroga. Byłam obrażana, wyzywana. Dlatego fakt, że ktoś w Gdańsku mnie docenił, znaczy dla mnie bardzo dużo. Tu rozumiecie, co znaczy jedność i solidarność.