• Start
  • Wiadomości
  • „Polska muzyka ma się dobrze!”. Podsumowujemy Letnie Brzmienia

„Polska muzyka ma się dobrze!”. Podsumowujemy Letnie Brzmienia

Letnie Brzmienia, mimo wymagającej pogody, przywiozły do Gdańska gorącą, wakacyjną atmosferę. Chłodne wieczory rozgrzewała świetna lista polskich przebojów, a wspólne śpiewanie sprawiało, że można było tylko powtórzyć za Mrozem: „polska muzyka ma się naprawdę dobrze”. Zobaczcie, co się działo.
23.08.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
1000017331
Letnie Brzmienia: Mrozu zawojował publiczność, choć atrakcji było więcej
fot. gdansk.pl

„Czuć lato” to jedno z haseł tegorocznych Letnich Brzmień. W Gdańsku wywołuje ono nieraz rozbawienie, bo akurat ta trasa koncertowa zatrzymuje się tu pod koniec sierpnia – kiedy odczuć da się już raczej jesienne podmuchy wiatru. Tak było w ubiegłym roku, kiedy podczas wieczornych koncertów temperatura liczyła jedynie kilkanaście stopni, tak też było i tym razem. Pogoda była wymagająca, bo choć w piątek było jeszcze wakacyjnie, to w sobotę dużo chłodniej – do tego niemal do popołudnia padało.

Na szczęście nie powtórzyła się historia z Męskiego Grania (pierwszy dzień festiwalu był chwilowo przerwany przez burzę). Oba wieczory były pogodne, choć chłodne – artyści Letnich Brzmień dokładali więc starań, by podgrzać atmosferę do temperatur upalnego lata.

Muzyka ponad pogodą. Taki był pierwszy dzień Męskiego Grania

Muzyczny maraton

Muzycznie – właściwie nie było czasu na oddech, przynajmniej jeśli chodzi o częstotliwość koncertów. Oba wieczory były ułożone „na zakładkę”, tak by z jednego występu na drugim znaleźć się po przejściu dosłownie kilku kroków. Mniejsza scena, z hasłem Erste - sponsora głównego imprezy, „wierz w siebie” promowała artystów początkujących, nawet debiutujących. Na przykład Palmowskiego, rapera, który podbił serca publiczności na poznańskim Next Feście (imprezie służącej promowaniu debiutantów, również patronującej scenie), a na Letnich Brzmieniach… podnoszącym ciężary pomiędzy utworami.

Na mniejszej scenie występowali także artyści dobrze znani słuchaczom, układający alternatywną listę przebojów. Na przykład: Błażej Król w duecie z Dawidem Tyszkowskim, Wiktor Waligóra czy kolektyw Xxanaxx wracający do grania po kilkuletniej przerwie. Największe show, bez wątpienia, zrobiła na tej scenie Ewa Farna. Charyzmatyczna wokalistka od pierwszych taktów porwała publiczność do wspólnych tańców i śpiewania. Zaprezentowała krótki zestaw największych hitów, i szkoda, że nie występowała na głównej scenie. Bo i show (dopracowany, wręcz estradowy, w towarzystwie tańczącego chórku) i energia publiczności nie mieściły się w wyznaczonych ramach. Ten występ, pod względem organizacyjnym, pozostawił niedosyt.

Muzyczna końcówka lata. Warto odwiedzić Park Oruński i nie tylko

Ulubieńcy publiczności

Najwięcej jednak, rzecz jasna, działo się na scenie głównej. Zaczęło się w piątek od emocjonalnego koncertu Ralpha Kamińskiego z materiałem z ostatniej płyty „Góra”, choć najwięcej reakcji wywołały finałowe przebojowe „Kosmiczne energie”. Następnie przyszedł czas na wielki powrót – Brodki z jej przełomowym albumem „Granda”. Hity w nowych, elektronicznych aranżacjach i znakomity koncert -spektakl w kubikowym minimalistycznym domu przejdzie do historii jako jedna z najciekawszych propozycji Letnich Brzmień.

Nie da się jednak ukryć, że w piątkowy wieczór słuchacze czekali najbardziej na dwóch wykonawców – Vito Bambino i Mroza. To ich występy przyciągnęły największą publiczność. Najpierw – śpiewających z Vito wszystkie jego utwory: „Nudy”, „Dwadzieścia”, „Americano” czy „Etnę”. - I tak to można grać! - komentował z zadowoleniem i rozbrajającą szczerością wokalista.

Wisienką na torcie był koncert Mroza. Jazzowy, bluesowy, soulowy – rozbudowany, z udziałem imponującego big bandu. Gros koncertu stanowiły kawałki z hitowego albumu „Złote bloki”, w tym „Poligon” czy „Za wysoko”, choć nie zabrakło singli zapowiadających nowy album i koncertowych „pewniaków”, jak uwielbiane przez publiczność „Jak nie my, to kto”. A wszystko w iście estradowym wykonaniu dowodzącym, że korzenie muzyki rozrywkowej (bo przecież tworzyły ją także jazzowe big bandy) mogą brzmieć świeżo, współcześnie i z klasą. Mrozu zaś niepodzielnie rządził publicznością zmieniając ją w ogromny chór i po raz kolejny dowiódł, że właśnie w wydaniu retro czuje i odnajduje się najlepiej.

Liryczny wdzięk i rockowa energia

Sobotę zaś w znakomitym lirycznym stylu otworzył Grzegorz Turnau w towarzystwie Natalii Grosiak i Doroty Miśkiewicz – w wyjątkowej symfonicznej oprawie Good Taste Orchestra. Poezja nabrała więc nowego, podniosłego wymiaru. Zaśpiewane z właściwą swadą i odpowiednią dawką humoru „Nie dzieje się nic” czy „Między ciszą a ciszą” urzekały, a Grzegorz Turnau przypomniał o swoim hipnotyzującym publiczność wdzięku. Z niewątpliwym folkowym wdziękiem wystąpiły też Bela Komoszyńska, Kathia i Natalia Grosiak, czyli liderki Babiego Lata.

Wisienką na sobotnim torcie bez wątpienia byli ulubieńcy publiczności – bracia Kacperczyk. Wzięli widownię bezkompromisową pewnością siebie, zadziorną energią i dużą szczyptą humoru. Wystarczyło, by śpiewała z nimi na całe gardła „Artystę z ASP” czy „Mam talent”. A w końcu stwierdzić „Wszyscy jesteśmy Kacperczyk”. Festiwal nastrojowym koncertem zamknęła Kaśka Sochacka.

Tak też kolejna edycja Letnich Brzmień przeszła do historii. Upłynęła na wspólnym śpiewaniu, tańcach, bujaniu na huśtawkach, odpoczynku na ławce pod „blokiem”, a nawet na graniu w ping ponga, bo takie atrakcje też czekały na uczestników w festiwalowych strefach. W końcu, najzwyczajniej, na dobrej zabawie. I mimo chłodnej aury raczej nikomu nie było zimno.

TV

Spotkanie prezydent z mieszkańcami Oruni