Spektakl „Burza” na podstawie jednego z najbardziej znanych dramatów Williama Szekspira to kolejna produkcja przygotowana na wyjątkową w skali kraju scenę elżbietańską Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego - po uwielbianych przez publiczność „Kumoszkach z Windsoru”, „Zakochanym Szekspirze” i „Kiss me, Kate!” (dwa pierwsze tytułu powstały w koprodukcji z Teatrem Wybrzeże, trzeci - z Teatrem Muzycznym w Gdyni).
Długo wyczekiwany spektakl, zapowiadany już od zeszłego roku, reżyseruje Szymon Kaczmarek, twórca zrealizowanego w Nowym Teatrze im. Witkacego w Słupsku, nagradzanego „Kupca weneckiego” - który podczas ubiegłorocznej odsłony Festiwalu Szekspirowskiego przyniósł mu Złotego Yoricka, a także Nagrodę Teatralną Marszałka Województwa Pomorskiego w kategorii „Przedstawienie Roku 2019”. Ci, którym tamto szekspirowskie dzieło w realizacji Kaczmarka przypadło do gustu, mogą mieć powody do zadowolenia - jego najnowsza premiera utrzymana jest w tym samym duchu i podobnej stylistyce, obficie czerpiąc z zastosowanych wcześniej rozwiązań.
Podobnie jak w przypadku „Kupca weneckiego” najważniejsza w „Burzy” jest imponująca, wieloplanowa scenografia (odpowiada za nią Kaja Migdałek), której centrum stanowią kontenery - w tym przypadku odwołujące się do kryzysu migracyjnego i tragedii rozgrywanych u wybrzeży Włoch. Odniesienie do współczesności stanowią także kostiumy bohaterów, na które składają się zwykłe ubrania - bluzy dresowe, sukienki, garnitury - przybrudzone pokrywającą scenę ziemią. Wizualnie to się sprawdza, cały spektakl jest zresztą przyjemny dla oka, czego zasługą jest także bardzo plastyczna gra świateł. Umiejętnie budująca tło i nastroje muzyka, to kolejny atut w rękach Szymona Kaczmarka, który tworzy wyraźnie artystyczną, dopieszczoną mocnymi detalami przestrzeń.
Pomiędzy wyrazistymi elementami scenografii starają się lawirować aktorzy, którzy walczą o uwagę widzów także charakterystyczną, zdaje się, dla spektakli tego reżysera grą aktorską, przepełnioną napięciem i ciężarem dramatycznym, lekko przerysowaną i zanadto natężoną, by zostawić widzowi miejsce na odczuwanie emocji - nie pomagają im też mikroporty. Niezrozumiałym zabiegiem wydaje się wybranie do roli Prospero raczej młodego aktora Pawła Smagały, który jest nieprzekonujący w roli władcy mogącego wywołać tytułową burzę, ani ojca dorosłej córki. Jego Prospero to mężczyzna tuż przed wybuchem kryzysu wieku średniego, skupiony na sobie, pełny żalu i wściekłości. Cieszy chęć interpretacyjnych poszukiwań, jednak w starciu z bohaterem wykreowanym w tekście przez Szekspira, nie mówiąc już o wybitnej inscenizacji Krzysztofa Warlikowskiego, to blady, wyjątkowo niedojrzały pomysł.
Podobnie dziwi interesujący, jednak bezcelowy dla przebiegu akcji i interpretacji całego dzieła, zabieg zmiany płci jednego z bohaterów - zamiast Sebastiano pojawia się postać Sebastiany, w którą bardzo udanie wciela się Sylwia Gola, pewnie prowadząc swoją bohaterkę, nawet jeżeli nic z tego nie wynika. Ciekawą postać Kalibana próbuje wykreować Marcin Gaweł, ale jego bohater ginie pod naporem przekrzykujących go bohaterów i w ogólnym chaosie inscenizacyjnym. Szkoda też charyzmatycznego, zapadającego w pamięć Macieja Pesty, który jako Ariel - znów ogromnie ważny bohater szekspirowski - miałby bardzo wiele do zagrania, ale nie dostał od reżysera takiej szansy.
Rozczarowujący jest ruch sceniczny, pozbawiony pomysłu, i znowu - uporządkowania. Najbardziej zapadająca ruchowo w pamięć jest druga scena, w której Prospero rozmawiając z córką obchodzi naokoło scenę, zaznaczając tym samym granice wyspy. Zabieg prosty i znany, sprawdził się i tym razem. Był też jednym z nielicznych momentów ogrywania sceny elżbietańskiej, która w „Burzy” nie znajduje uzasadnienia. Aktorzy grają głównie na jedną stronę, czasem na dwie, sporadycznie wychodzą też do publiczności. To nieodżałowana strata, mając do dyspozycji tak ciekawy układ, nie skorzystać z niego w pełni, tym bardziej, że na tej scenie umiejętnie rozgrywane były już m.in. wspomniane „Kumoszki z Windsoru”.
Tradycyjnie, można by powiedzieć, u Kaczmarka za efektami wizualnymi i imponującą wizją artystyczną niewiele więcej następuje - choć zdecydowanie mogło by być inaczej. Reżyserowi temu brakuje spójnej myśli - bardzo wiele chce powiedzieć, jeszcze więcej pokazać, ma ambitne pomysły, które służą mu do realizacji własnych celów. Jakich? Tego być może on sam jeszcze nie wie. Co chciał nam opowiedzieć poprzez „Burzę” Szekspira? Myśl przewodnia tej inscenizacji jest zupełnie niejasna, oczywiście widać motywy nawiązujące do władzy i systemu ucisku, tak jednak ogólnego, że trudno dostrzec w tym poważny manifest odwołujący się do obecnej rzeczywistości, czy to w kraju, czy na świecie.
Wzmagającym poczucie niejasności przekazu minusem (będącym niejako klątwą tego teatru), jest niemożność zrozumienia wielu kwestii wypowiadanych przez aktorów - głos ledwie dociera na galerie. Przy Szekspirze na niewybrzmienie tekstu po prostu nie można sobie pozwolić. „Burza” w reżyserii Szymona Kaczmarka to interesująca inscenizacja z potencjałem, i znakomitym, gotowym do grania na najwyższym poziomie zespołem, która upada pod naporem problemów natury technicznej i dramaturgicznej. Szkoda. Z drugiej strony - jeśli chodzi o dramaturgię, podobnie było w przypadku „Kupca weneckiego”, a nagrody dostał. Może i tym razem się uda?