• Start
  • Wiadomości
  • Lechia - Raków 1:2. To zaczyna wyglądać na podróż do strefy spadkowej

Lechia - Raków 1:2. To zaczyna wyglądać na podróż do strefy spadkowej

Lechia Gdańsk przeważała, oddała więcej strzałów na bramkę Rakowa, ale w bramce gości stał skuteczny gdańszczanin Oliwier Zych, który kilka razy świetnie interweniował. Raz Tomáš Bobček mógł z pięciu metrów strzelić do praktycznie pustej bramki - nie trafił w piłkę, co zawodowcowi nie powinno się przytrafić. W doliczonym czasie gry Lechia popełniła błąd w obronie i przegrała 1:2 mecz, w którym nie zasłużyła na porażkę. Kolejne spotkanie biało-zieloni zagrają u siebie z Legią Warszawa 17 maja.
25.04.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
1T3A7613~2.JPG
Lechia długim momentami przeważała, zwłaszcza w drugiej połowie, ale przegrała z Rakowem 1:2
fot. Dominik Paszliński/gdansk.pl

Lechia zagrożona spadkiem?

Paradoksalnie jednym z bohaterów meczu był gdańszczanin Oliwier Zych, wychowany w Osowej, który jednak broni dla Rakowa (wypożyczony z Aston Villi). Wybronił kilka trudnych strzałów, w tym ten z 62. minuty, kiedy Kacper Sezonienko miał piłkę na 5 metrze, ale nie potrafił pokonać bramkarza Medalików. 

W sumie Lechia miała 6 strzałów na bramkę Rakowa i przeważała, ale przy stanie 1:1 nie potrafiła zdobyć zwycięskiej bramki. Udało się to za to "bohaterowi ostatniej akcji", czyli Brunesowi z Rakowa, który w 93. minucie zdobył gola dla gości. Po rzucie rożnym niepilnowany Ojo strzelał na gdańską bramkę, piłka trafiła w gąszcz nóg i najprzytomniej zachował się właśnie Jonatan Brunes - skierował piłkę do bramki z bliskiej odległości w tym chaosie.  

Sytuacja Lechii po tym meczu wygląda niezbyt ciekawie. Gdańszczanie w trzech ostatnich spotkaniach odnotowali remis i dwie przegrane - gubiąc punkty, siłą rzeczy zbliżają się do strefy spadkowej. Do końca rozgrywek ligowych pozostały cztery kolejki. Tylko jeden z tych meczów Lechia zagra u siebie, z Legią Warszawa, 17 maja. Trzy spotkania odbędą się na wyjeździe, kolejno: z Radomiakiem, Widzewem Łódź i Bruk Betem Nieciecza. Każda z tych drużyn gra o coś innego, ale pewne jest, że wszystkie będą chciały sięgnąć po zwycięstwo - również zdegradowany już praktycznie Bruk Bet.

Coraz łatwiej wyobrazić sobie, że pogrążona w sportowym kryzysie Lechia nie zdobywa w ostatnich meczach sezonu wystarczającej liczby punktów (potrzebne są 3, może nawet 4) i na koniec spada z Ekstraklasy. Powinniśmy traktować taki scenariusz, jako możliwy. Władze klubu niech zaczną bić już na alarm - jeśli Gdańszczanie przegrają za tydzień w Radomiu, zrobi się bardzo groźnie.

Lechia - Piast 1:1. Niedawno zachwycali, teraz irytują 

Bobček z karnego 

To był dziwny mecz, również za sprawą sędziego Koki Nagamine. Japończyk jest w Polsce w ramach wymiany sędziów Poland/Japan. Nie było jasne, kiedy komu i za co da kartkę czy kiedy odgwiżdże faul - było kilka sytuacji spornych. W rezultacie mieliśmy na gdańskim boisku przykład futbolowej globalizacji: trener Anglik (Carver) stojący na czele polskiej drużyny kłóci się z japońskim sędzią (Nagamine) o niesłuszną kartkę dla kolumbijskiego napastnika (Mena), podczas gdy z loży ogląda to szwajcarski prezes Lechii (Urfer). Witajcie we współczesnym świecie. 

Mecz przyjaźni między mającymi “układ” Lechią i Rakowem Częstochowa zaczął się od ataków Rakowa, który spokojnie rozgrywał piłkę i szukał swoich szans w polu karnym Lechii. Jednak już w 10. minucie - po kontrze Lechii - Repka lekko kopnął w polu karnym Sezonienkę. Sędzia pokazał jedenastkę. Tomáš Bobček, który walczy o tytuł króla strzelców Ekstraklasy, ustawił piłkę na wapnie i huknął w sam środek. Oliwer Zych nie dał rady zatrzymać pewnie uderzonej piłki. 

W 20. minucie ten sam Repka, który wcześniej faulował Sezonienkę i sprokurował rzut karny, dostał podanie tuż przed polem karnym Lechii. Zwodem położył wchodzącego na wślizgu Żelizkę, i huknął w prawy górny róg bramki. Piłka minęła próbujących ją zablokować Diachuka i Vojtko, odbiła się od Rodina, zmyliła Paulsena i wpadła do siatki. Repka, który czuł się winny straty gola, poczuł, że odkupił winy. 

Do końca pierwszej połowy gra była wyrównana. Raków wymienił więcej podań, ale nie miało to znaczenia, bo to Lechia miała więcej strzałów. Miał swoją szansę Sezonenko, który w 32. minucie z 13 metra, stojąc sam i mając czas, przeniósł piłkę nad poprzeczką. Pospieszył się, powinien był przyjmować, a nie strzelać z pierwszej piłki.

W 43. minucie Lechia miała do sędziego pretensje za to, że ten nie podyktował karnego za faul na Menie, który został popchnięty na granicy pola karnego przez Jeana Carlosa.  

 

Raków do Europy? 

W drugiej połowie 17.200 widzów oglądało ciekawe widowisko, z przeważającą Lechią, która jednak nie potrafiła pokonać umorusanego błotem Zycha (fatalny stan murawy przed bramką). Notorycznie faulowany był Mena. Sędzia nie uznał gola dla Lechii (spalony Rodina) oraz dla Rakowa (Amorim przed strzałem dotknął piłki ręką). W 82. minucie Bobček miał stuprocentową okazję na 5. metrze, jednak fatalnie skiksował, źle trafiając w piłkę. 

Było dużo emocji, Lechia była optycznie lepsza, ale koniec końców to goście zdobyli trzy punkty, które mogą im zapewnić grę w Europie. Lechia pokazała jednak, że z czołówką tabeli gra bez kompleksów.  

Lechia - Raków 1:2 (1:1)
1:0 Tomas Bobcek (k.) 10'
1:1 Oskar Repka 20'
1:2 Jonatan Braut Brunes 90+3'

Składy:

Lechia: Alex Paulsen - Tomasz Wójtowicz (86' Bartłomiej Kłudka), Maksym Diaczuk, Matej Rodin, Matus Vojtko - Camilo Mena, Rifet Kapić, Iwan Żelizko, Kacper Sezonienko, Aleksandar Ćirković - Tomas Bobcek.

Raków: Oliwier Zych - Paweł Dawidowicz, Bogdan Racovitan, Stratos Svarnas - Fran Tudor (72' Adriano Amorim), Marko Bulat (83' Abraham Ojo), Oskar Repka, Patryk Makuch (72' Ivi Lopez), Isak Brusberg (46' Tomasz Pieńko), Jean Carlos Silva (83' Leonardo Rocha) - Jonatan Braut Brunes.

TV

Montaż konstrukcji kładki