Koniec regat Energa Nord Cup 2026

Regaty Energa Nord Cup Gdańsk trwały 14 dni, od 22 czerwca do 5 lipca, a marina AZS COSA Galion w Górkach Zachodnich była wtedy stolicą polskiego żeglarstwa. Zmienna pogoda – od flauty i upałów po wiatr przekraczający 30 węzłów – sprawiła, że była to jedna z najbardziej wymagających edycji regat w ostatnich latach.
06.07.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
internet_NordCup2025__S_01475_Bartosz Modelski_26-07-04
Regaty odbywały się w trudnych warunkach atmosferycznych
fot. Bartosz Modelski

Regaty, których nie dało się przewidzieć

Podczas pierwszych dni regat wydawało się, że największym wyzwaniem będą wysokie temperatury. Komisja regatowa codziennie analizowała prognozy, a zawodnicy cierpliwie oczekiwali na wiatr. Były dni, kiedy udało się rozegrać komplet wyścigów, ale zdarzały się również takie, gdy żeglarze przez wiele godzin pozostawali na wodzie lub w marinie, czekając na minimalną bryzę.

Sprawdzianem cierpliwości okazał się długodystansowy wyścig Orvaldi B8 Race. Zamiast walki z silnym wiatrem załogi musiały zmierzyć się z jego całkowitym brakiem. Organizatorzy skrócili trasę do około 80 mil morskich. Niemal nieruchome żagle sprawiły, że sukcesem było już samo doprowadzenie jachtu do mety. Wygrał Tomasz Nagas na Fast Forward.

Pogoda odwróciła regaty o 180 stopni

Kilka dni później wszystko się zmieniło. Jeszcze w czwartek panowała flauta. Nad Zatokę Gdańską wkroczył front atmosferyczny, który w ciągu kilkunastu godzin całkowicie odmienił charakter rywalizacji. W piątek 4 lipca wiatr przekraczał już 30 węzłów! To właśnie ta gwałtowna zmiana pogody stała się symbolem tegorocznych regat Energa NORD CUP Gdańsk.

– Praktycznie z dnia na dzień przeszliśmy od bezwietrznej pogody do bardzo silnego wiatru. Gdy tylko wiatr słabł, staraliśmy się jak najlepiej wykorzystać pogodowe okno, ale cały czas pojawiały się silne porywy. Przy każdej decyzji komisji regatowej bezpieczeństwo zawodników było priorytetem – podkreślił sędzia główny regat Tomasz Sawukinas.

Na wodach Zatoki Gdańskiej rozegrano wyścigi klas Finn, Korsarz, Delphia 24, Pantaenius Nord Cup Classic w grupach ORC, KWR i Yardstick, Długodystansowe Mistrzostwa Polski Delphia 24, wyścig o Bursztynowy Puchar Neptuna oraz oraz – po raz pierwszy – uczestnicy zawodów Radioyachting IOM (miniatury). Debiut tej ostatniej klasy okazał się jednym z największych sukcesów. Miniaturowe jachty ścigające się tuż przy nabrzeżu przyciągały wielu kibiców.

Widowisko na wodach Zatoki Gdańskiej

Finn i Korsarz

Zmienna aura nie oszczędziła doświadczonych zawodników klas Finn i Korsarz. W pierwszą lipcową sobotę pierwsze wyścigi udało się rozpocząć dopiero późnym popołudniem, gdy siła wiatru spadła. Warunki wciąż pozostawały jednak bardzo wymagające – do tego stopnia, że część zawodników nie ukończyła rywalizacji. Dopiero niedziela przyniosła stabilniejsze warunki, które pozwoliły rozegrać pełen program wyścigów. 

W klasie Finn zwyciężył Tadeusz Bartlewski z SKŻ Sopot, natomiast w klasie Korsarz najlepsza okazała się załoga Robert Kłakulak i Piotr Kamiński z CHKŻ Chojnice.

Delphia 24 napisała własną historię

Jedną z najciekawszych była rywalizacja klasy Delphia 24. Komisja regatowa długo czekała z wypuszczeniem 11 zgłoszonych jachtów na wodę. Ze względu na silny wiatr zdecydowano o przesunięciu startu Długodystansowych Mistrzostw Polski. Dopiero późnym popołudniem wiatr osłabł na tyle, że możliwe było rozegranie pierwszego wyścigu, ale nie obyło się bez dramatycznych momentów. Podczas rywalizacji złamały się dwa maszty, a w niedzielę jedna z Delphii po gwałtownej zmianie kierunku wiatru położyła się tuż przed jednostką komisji regatowej. 

- Zupełnie niespodziewanie członek załogi Delphii znalazł się na moim dachu! Byłem bardzo zdziwiony, kiedy raptem zszedł mi na pokład – opowiadał sędzia główny regat. – Dostarczyliśmy go z powrotem na pokład z pomocą riba, a załoga po usunięciu problemów z łodzią ukończyła wyścig w komplecie.

W klasyfikacji końcowej zwyciężyła załoga z OKŻ Olsztyn z Katarzyną Grzebitą za sterem. Był to jeden z najbardziej symbolicznych sukcesów tegorocznych regat.

Piotr Tarnacki nie ukrywał, że za tym sukcesem stoi długofalowy plan: – Naszym celem było pokazanie, że kobieta może z powodzeniem prowadzić załogę walczącą o najwyższe miejsca w klasie Delphia 24. 

Podczas dekoracji Katarzyna Grzebita cieszyła się ze zwycięstwa. – To były moje pierwsze regaty na Zatoce Gdańskiej. Od razu przyszło nam żeglować w bardzo wymagających warunkach. Każdy wyścig był dla mnie lekcją – mówiła. 

Budowa żeglarskiego ducha

Górki Zachodnie są doskonałym miejscem do zdobywania pierwszych dużych doświadczeń regatowych. Dla wielu młodych zawodników start na Zatoce Gdańskiej oznacza pierwszą rywalizację na wysokiej fali i w tak zmiennych warunkach. Trenerzy zgodnie podkreślali, że właśnie takie regaty najlepiej budują żeglarskiego ducha. Między pomostami można było spotkać mistrza olimpijskiego Mateusza Kusznierewicza, Romana Paszke, Piotra Tarnackiego czy astronautę Sławosza Uznańskiego. Dla wielu młodych zawodników była to pierwsza okazja, aby porozmawiać z ludźmi, których dotąd znali jedynie z telewizji lub książek.

– Przez dwa tygodnie mieliśmy wszystko i wszystkich – upały, flautę, bardzo silny wiatr i ponad dwadzieścia klas na wodzie. Łatwiej powiedzieć, kogo nie było, niż kto był. I trudno wskazać drugie takie regaty w Polsce. Energa Nord Cup Gdańsk to miejsce, gdzie spotyka się całe środowisko żeglarskie. Są olimpijczycy, mistrzowie świata, dzieci rozpoczynające karierę, doświadczeni żeglarze morscy i amatorzy. Właśnie ta różnorodność tworzy atmosferę, dzięki której zawodnicy wracają tu co roku – podsumowali organizatorzy Michał Korneszczuk i Maks Pawłowski.

Startuje klasa Europa

Choć Energa Nord Cup Gdańsk dobiegła końca, marina w Górkach Zachodnich nie pustoszeje. Już kilka dni po zakończeniu regat rozpoczynają się Mistrzostwa Świata klasy Europa, dzięki którym Gdańsk ponownie stanie się areną międzynarodowej rywalizacji.

TV

Spotkanie prezydent z mieszkańcami Oruni