Samba de Janeiro
Jakie macie plany na lato 2027 roku? Może zatańczyć sambę na plaży Copacabana? A może wypić szklaneczkę (bezalkoholowej) capirinhi u stóp gigantycznego posągu Jezusa w Rio?
Piłkarki z całego świata mają podobne marzenia. W przyszłym roku w Brazylii odbędą się mistrzostwa świata. Marzeniem każdej piłkarki na świecie jest zagrać na stadionach w Brazylii, może nawet finał na słynnej Maracanie, pojechać do krainy Pele, Zico, Neymara oraz Marty da Silvy, najsłynniejszej piłkarki Brazylii.
To są sny na najbliższy rok: gorąca noc w Rio, na ulicach dźwięki “Samba de Janeiro”, na stadionie joga bonito (piękny mecz) i sława, która trwa wiecznie po zdobyciu mistrzostwa świata.
Polki, jak wszystkie zawodniczki świata, marzą o grze na mistrzostwach. Na Euro w Szwajcarii już były zeszłego lata - po raz pierwszy w historii. Teraz czas na World Cup - po raz pierwszy w historii.
Będzie ciężko, bardzo ciężko. Na Euro pojechało 16 drużyn. Do Brazylii z Europy pojedzie tylko 11, góra 12 (ta ostatnia po barażu interkontynentalnym). A więc jest o 4-5 miejsc mniej.
Polska w grupie ma potężną Francję, która jest faworytem, oraz Holandię i Irlandię. Awans bezpośredni wywalczy tylko pierwsza drużyna, pozostałe trafią do kilkustopniowych baraży.
Niepowstrzymana Ewa Pajor
W pierwszym meczu eliminacji Polki w Gdańsku spotkały wymagające Holenderki. Gwiazdy Oranje Leeuwinnen - pomarańczowych lwic - to Vivianne Miedema z Manchesteru City, kapitan Dominique Jannsen z Man Utd oraz Esmee Brugts, koleżanka Ewy Pajor z FC Barcelony.
Dotąd Polki wszystkie swoje mecze w Gdańsku (domu reprezentacji) albo wygrywały (sześć meczów), w najgorszym razie remisowały (raz z Holandią, towarzysko).
Przepychanka Egurolli i Kamczyk na środku boiska już na początku wtorkowego meczu pokazała, że to będzie ciężki, szarpany, rwany bój. Spotkały się dwa mocne europejskie zespoły grające na podobnym poziomie.
Polki mogły prowadzić już w 8. minucie. Tanja Pawollek po dośrodkowaniu z rogu uderzyła z główki w poprzeczkę.
W 24. minucie niepowstrzymana Ewa Pajor pomknęła lewą stroną ku bramce Kop. Biegnąc z szybkością Ireny Szewińskiej, Pajor była poza zasięgiem spóźnionych Holenderek. Napastniczka FC Barcelony huknęła z lewego kąta fenomenalnie nad bramkarką prosto do siatki!
Ta akcja to była kwintesencja tego, kim Ewa Pajor jest, w co wierzy, co kocha i po co się urodziła. Dajcie jej piłkę i patrzcie, co z nią zrobi. I to za jedyne 20-30 zł za bilet! Takiego stosunku wysokiej jakości produktu do niskiej ceny nie znajdziecie nigdzie indziej na wolnym rynku.
Holenderki zrozumiały, że sytuacja wymyka im się spod kontroli. W końcu one przyjechały tu w roli faworytek. Niestety w 44. minucie gola dla Holandii zdobyła Veerie Burrman. Po rzucie rożnym w polskim polu karnym zapanował chaos, a Burrman pozostała bez krycia, strzeliła nie do obrony. Gol do szatni!
Tuż po przerwie, bo w 47. minucie, Holenderki zbył łatwo weszły w nasze pole karne, a z 15. metra przymierzyła pod rękami Kingi Szemik Jill Roord. Było 2:1. Gol tuż po wyjściu z szatni! Dramat!
Tomasiak do końca
Zrobiło się nerwowo, na boisku zapanował chaos. Polki były zbyt chaotyczne, traciły piłki, niecelnie podawały, oddawały nieprzygotowane strzały. Miały zły okres. Holenderki, prowadząc, kontrolowały sytuację, a także własne nerwy. Grały spokojniej, co wydawało się kluczowe.
Po dłuższej chwili Polki jednak się uspokoiły, wytrzymały ciśnienie, zaczęły kontrolować emocje. Ewelina Kamczyk (AC Milan) próbowała kilka razy pokonać Lize Kop, ale nieskutecznie. W 57. minucie Ewa Pajor główką strzeliła w poprzeczkę bramki Holenderek.
Od 70. minuty to pomarańczowe lwice znów przejęły inicjatywę, a Kinga Szemik kilka razy ratowała biało-czerwone przed utratą kolejnej bramki.
Holenderki broniły się mądrze i rozsądnie. Ale w 84. minucie Polki znów wykazały się niebywałą wręcz inteligencją. Paulina Tomasiak ruszyła w pole karne Oranje. Koronkowa, kombinacyjna akcja - piłka przeszła jeszcze przez Ewę Pajor i Ewelinę Kamczyk, po czym Tomasiak dostała ją z powrotem, wymanewrowała bramkarkę cudownym dryblingiem i strzeliła na 2:2.
Tomasiak oszalała z radości, a gdański stadion wraz z nią.
Do końca mieliśmy horror, bo obie drużyny starały się wygrać. Akcje od pola karnego do pola karnego. Na koniec remis i podział punktów. Polki pokazały, co znaczy grać do końca.
Nina Patalon: wygrała dyscyplina
Trener Nina Patalon po meczu powiedziała: - Moje zawodniczki walczyły do samego końca o ten punkt. Dostałyśmy dwie bramki i potrafiłyśmy się podnieść. Siła mentalna tego zespołu została dziś pokazana. Od pierwszej do ostatniej minuty realizowałyśmy nasz plan. Koniec końców wygrały nie emocje, a dyscyplina, mimo, że wynik był dla nas niekorzystny. Nie chcemy, żeby emocje nami dyrygowały. Jeśli trzymamy się planu, to jesteśmy pewne siebie i ufamy sobie nawzajem.
Teraz Polki lecą do Dijon, by w sobotę, 7 marca, o godz. 21.10 zagrać z Francją. (Francja w pierwszym meczu wygrała z Irlandią 2:1 w Dublinie).