Egzystencjalne dylematy w Teatrze Wybrzeże

Wyobraź sobie, że państwo pyta cię, co zrobisz, kiedy nadejdzie katastrofa. A potem wyobraź sobie, że największa katastrofa wydarzyła się znacznie wcześniej – przy rodzinnym stole. Nowy spektakl Teatru Wybrzeże stawia przed widzami fundamentalne pytania o odpowiedzialność i szczerość w obliczu najtrudniejszych życiowych decyzji.
28.09.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
sopot1
"Syn, matka i ojciec siedzą przy stole i długo milczą" to niełatwy dramat rodzinny w Teatrze Wybrzeże
fot. Martyna Niećko/Teatr Wybrzeże

Autor dramatu “Syn, matka i ojciec siedzą przy stole i długo milczą”, chorwacki dramaturg Ivor Martinić, jako punkt wyjścia stawia dylemat zaczerpnięty niczym z greckiej tragedii.

Jeśli faktycznie skończy się świat jaki znamy, zaleje go wojna nuklearna i trzeba będzie zejść do za małych schronów. Jak wybrać, kogo ocalić? Ratować siebie czy dzieci? Jak zdecydować, które dziecko ocalić, a które skazać na pewną śmierć? Jak przyznać, także przed samym sobą, że jedno dziecko kocha się bardziej od innych?

Przed hipotetycznym pytaniem stają Matka i Ojciec - bo to właśnie rodzice, mają prawo wziąć udział w badaniu jako pierwsi i wypełnić kontrowersyjny formularz, w którym odpowiedzą “co by było gdyby”. Lawinę spekulacji wywołuje najstarszy Syn, dobrze prosperujący nowoczesny singiel, który odwiedza rodziców i za wszelką cenę chce poznać hipotetyczną prawdę. 

Wieczór Literacki – półfinał Pomorskiej Nagrody Literackiej „Wiatr od morza"

Atmosfera, od pierwszych chwil napięta, gęstnieje od wybuchów emocji i wyrzucania niewypowiedzianych wcześniej zarzutów. Czarę goryczy przelewa prawda - rodzice wybiorą najmłodszego syna, problematycznego alkoholika, a nie odnoszącego sukcesy pierworodnego czy córkę - wziętą lekarkę. Na jaw wychodzą niedomknięte sprawy, żale i dawno zadane sobie nawzajem rany. Finalnie - to, co miało być tylko hipotetyczne, w rzeczywistości jest trudne do zniesienia. Podobnie, jak niełatwy jest odbiór samego spektaklu. 

sopot2
Katarzyna Kaźmierczak bezbłędnie wciela się w rolę rozgoryczonej matki
fot. Martyna Niećko/Teatr Wybrzeże

Problemem nie jest możliwość wyobrażenia ziszczającej się wizji dramaturga, dosłownie i w przenośni. Problemem może być sama inscenizacja (choć do pewnego momentu wypada ciekawie w ruchomej scenografii) - szczególnie przerysowana i chaotyczna w finale. Również - za głośna. Bo warto zaznaczyć, że to nie jest propozycja dla osób sensorycznie wrażliwych - w spektaklu występują światła stroboskopowe i głośne efekty dźwiękowe. Pojawia się pytanie o zasadność tak intensywnych efektów - czy już i tak duży ciężar dramatu nie nawet w ciszy?

Święto muzyki dawnej. Od środy jesienna edycja festiwalu ORGANy PLUS+

Być może też ten tekst sprawdziłby się lepiej jako czytanie performatywne, może dramat wybrzmiałby głośniej w ciszy. Pewne jest jednak, że to nie jest spektakl, do którego będzie się wracać łatwo. Warto jednak chociażby dla duetu aktorów: Katarzyny Kaźmierczak (świetnej w roli miotanej uczuciami matki) i Grzegorza Gzyla w roli pierdołowatego i śmiesznego (bo trudno powiedzieć, że naprawdę zabawnego) ojca. Kontrastowy duet przyćmiewa nieco młodszych kolegów, ale też zręcznie pokazuje znakomity warsztat. 

sopot
Po prawej Grzegorz Gzyl w roli ojca
fot. Martyna Niećko/Teatr Wybrzeże

Spektakl ten jednych odrzuci - tematyką, formą, duszną atmosferą, drugich zachwyci z tych samych powodów. I raczej nie pozostawi obojętnym. 

TV

Spotkanie prezydent z mieszkańcami Oruni