Dobry chleb potrzebuje czasu



Dobry chleb potrzebuje czasu

Porzucił wirtualny świat informacji i ciągłą pogoń za klikalnością. Dziś jego rytm dnia wyznacza nie wydawca, lecz żywa kultura bakterii i naturalna fermentacja. – Byłem dziennikarzem i miałem wrażenie, że moja praca traci sens. Chciałem robić coś, co jest naprawdę potrzebne człowiekowi – mówi były reporter, który prowadzi w Gdańsku rzemieślniczą piekarnię Nowy Chleb.

 

Pokora wobec rzemiosła i natury

Pamięta swoje początki, gdy dziesięć lat temu wyciągał z pieca pierwsze domowe bochenki i wyrzucał do kosza nieudane wypieki. W robieniu chleba Łukasza Stafieja zafascynowało go to, że właściwie z niczego – prostej mieszaniny wody i mąki – po kilku dniach rodzi się żywa kultura, z której można stworzyć coś tak pociągającego i prawdziwego jak dobry chleb. Dziś, prowadząc rzemieślniczą mikropiekarnię, wie, że w tym zawodzie kluczowa jest pokora wobec natury i rzemiosła.

Zakwas to żywy organizm. Tak jak każdy z nas ma swoje lepsze i gorsze dni.

– Od zakwasu wszystko się zaczyna, ale tak naprawdę nie jest to nic skomplikowanego. To przefermentowana mąka z wodą, żywy organizm i kultura bakteryjna, która jak każdy z nas może mieć swoje lepsze i gorsze dni. Praca z takim ciastem z jednej strony jest rutyną, ale z drugiej wymaga ogromnego czucia. Tego nie da się po prostu wyczytać z przepisu w książce – tłumaczy Łukasz.

1 3

Czas robi robotę

Współczesny rynek piekarniczy w dużej mierze zdominowany jest przez przemysłową produkcję i głęboko mrożone ciasto, które trafia do wielkich sieciówek. Taki proces wymaga pośpiechu i  ulepszaczy – chleb ma powstać szybko, wyglądać idealnie i kosztować grosze. Na przeciwległym biegunie stoi rzemiosło i kraftowy wypiek. W małych pracowniach nikt nie idzie na skróty. Zamiast chemii i błyskawicznych drożdży jest tylko mąka, woda, sól oraz to, co najważniejsze: czas. Chleb nie powstaje tu na taśmie fabrycznej, lecz jest efektem długiej pracy na żywym organizmie.

 

Proces narodzin rzemieślniczego bochenka w piekarni Łukasza przypomina pracę zegarmistrza. Aby wypiec świeży chleb we wtorek rano, trzeba rozpocząć już w niedzielę po południu od nastawienia zaczynu. Zakwas - bakterie mlekowe i octowe - wykonuje swoją pracę, a ciasto powoli dojrzewa w chłodni. Dopiero potem następuje delikatne dzielenie na kęsy i formowanie bochenków – tak, by nie stracić siatki glutenowej, która skrupulatnie budowała strukturę wewnątrz ciasta. Cały proces zajmuje 36 godzin.

Czas depcze piekarzowi po piętach na każdym kroku

Dobry chleb potrzebuje czasu, bo czas po pierwsze zwiększa jego walory smakowe, a po drugie rozkłada cukry i enzymy, dzięki czemu pieczywo jest o wiele lepiej przyswajalne przez nasz żołądek. Czas depcze piekarzowi po piętach na każdym kroku. Możemy go wydłużać, by wyciągnąć więcej niuansów smakowych, ale wystarczy przeoczyć odpowiedni moment i całe ciasto potrafi przefermentować – podkreśla.

Chleb karmi się dobrą energią

Rano w kameralnej pracowni nie ma miejsca na przeglądanie wiadomości przy pierwszej kawie. Między piątą a ósmą rano panuje tu pełna mobilizacja i tempo, którego mogłaby pozazdrościć niejedna redakcja newsowa. Jedna osoba dogląda pieca i wyjmuje gorące blachy, druga składa ciasto i formuje bochenki na następny dzień, kolejne przygotowują słodkie wypieki z ciasta drożdżowego. Mimo że w zespole pracuje zaledwie kilka osób, klimatu ciężkiej harówki tu nie znajdziemy – liczy się dobra energia i partnerskie relacje.

 

Najlepszy moment w tej pracy? Gdy rano wyjmujesz z pieca nasz chleb i od razu widzisz, że ma pękaty kształt, chrupiącą skórkę, bursztynowy kolor i po prostu wiesz, że wyszedł idealny. Mimo że piekę od dziesięciu lat, wciąż uwielbiam jeść swój chleb, najbardziej świeży, grubo posmarowany masłem i posypany morską solą – podsumowuje Łukasz.

To właśnie ta namacalność i okrągły, pachnący efekt końcowy dają satysfakcję, której nie sposób porównać do pracy przed ekranem komputera. Po dziesięciu latach od upieczenia pierwszego bochenka Łukasz nie ma wątpliwości: powrót do rzemiosła i karmienie ludzi prostym, uczciwym chlebem był najlepszą decyzją, jaką mógł podjąć.