Upowieściowił dziennik
To kolejny tom zapisków, przemyśleń i spostrzeżeń autora “Hanemanna”. 500-stronicowa “cegła” daje nam intymny dostęp do tego, co dzieje się w głowie i sercu gdańskiego pisarza, wykładowcy i eseisty.
To nie jest tradycyjny dziennik - mówił autor w czasie spotkania autorskiego w ECS, które prowadziła Elżbieta Foltyniak, dyrektorka Domu Literatury w Gdańsku. - Ja nie zapisuję codziennie wieczorem, że ktoś mnie odwiedził i że wypiliśmy z gościem koniak. Ja piszę sporadycznie, gdy coś mnie naprawdę poruszy. To miał być dziennik, ale też dzieło literackie. Dążę do upowieściowienia dziennika, a z siebie i żony zrobiłem postaci powieściowe.
Zobacz wideo ze spotkania w ECS
Miasto kończyło się w Oliwie
77-letni autor w nowej książce dużo miejsca poświęca swojemu rodzinnemu miastu, które siłą rzeczy zmieniło się od czasu jego urodzin w 1949 roku.
- Opisuję doświadczenie nostalgii za przemijającym miastem. Opisuję znikanie tego, co było mi bliskie w dzieciństwie. Moją małą ojczyzną jest Oliwa za torami. Urodziłem się po stronie Jelitkowa, Brzeźna i morza, a Stara Oliwa jest po drugiej stronie torów. Urodziłem się na krawędzi miasta, przy ul. Poznańskiej 18, a teraz to jest środek miasta. Tam Gdańsk się kiedyś kończył, moi sąsiedzi uprawiali za płotem pszenicę. Kiedyś tam miasto się urywało. Oliwa była wyspą na wielkich polach, odgrodzoną od Gdańska i Sopotu.
Chwin wspominał także różnorodność językową dawnego Gdańska: - Ludzie zamawiali towary w sklepie po kaszubsku albo mówili z akcentem kresowym. Tamte barwy językowe miasta zniknęły, dziś mówimy wszyscy tym samym językiem. Mój ojciec też był w Gdańsku obcy, bo trafił tu z Kresów, z Wilna. Miałem przykrości z tego powodu, że mój ojciec mówił polszczyzną ze śpiewem wschodnim. Krzyczeli za mną na podwórku: Rusek!
Mniejszość intelektualna
Mówiąc o współczesnej Polsce, Chwin powiedział, że poza mniejszościami seksualnymi, religijnymi czy etnicznymi istnieje jeszcze jedna mniejszość: - Tworzymy mniejszość intelektualną. To są ludzie, który sięgają po książki, czytają i potrafią o nich rozmawiać. Mniejszość intelektualna zna przyjemność czy też nieprzyjemność myślenia, bo myślenie jest niebezpieczne. Kościół o tym dobrze wie - to jest ich wielka praca duszpasterska, żebyśmy myśleli w jednym kierunku. Natomiast literatura ma propagować różne drogi myślenia. Nie lubię literatury wszechstronnie słusznej, ona mnie męczy i nudzi. Dlatego oczekuję, że czytelnik mojego dziennika nie będzie się ze mną zgadzał.
Czy mniejszość intelektualna przetrwa? Chwin: - Witkacy uważał, że w żadnym wypadku. Może jednak nie miał racji? Ta grupa nie będzie duża, w Polsce to może 1,5 mln osób. Reszta jest z innego rejestru.
Kora Tea Kowalska nominowana do nagrody Nike
Żeromski nie miał Netfliksa
Pisarz mówił też, że jego zdaniem nie ma w Polsce dziś miejsca na dobrą powieść polityczną w rodzaju “Przedwiośnia” Stefana Żeromskiego: - Żeromski żył w luksusie, bo nie było wtedy tysięcy kanałów i Netfliksa. Dziś cały czas jesteśmy zanurzeni w wielowątkowej powieści politycznej z nowymi postaciami co dwa dni. To jest codzienny serial. Jak do tego świata dodać jeszcze pisaną powieść polityczną? To byłoby dublowanie tego, z czym obcujemy na co dzień. Dziś głos pisarza to jeden z setek tysięcy głosów, a konkurencja dla literatury jest ogromna.
Pisarz ostrzegł także, żeby uważać na sztuczną inteligencję. - AI lubi halucynować. Zapytałem, kto jest moją żoną i AI napisał, że ktoś zupełnie inny niż moja “dziewczyna”, Krystyna.
Chwin zachęcał wreszcie do prowadzenia “badań terenowych” i wychodzenia poza swoją “bańkę”. - Tak naprawdę niewiele wiem o Gdańsku - powiedział. - Poruszam się bowiem po zamkniętych orbitach społecznych. Mój kontakt z robotnikami jest sporadyczny, bo poruszam się w kręgach inteligencji gdańskiej. Tak było też w sierpniu 1980 roku. Pamiętam spacer wzdłuż muru stoczniowego w czasie strajku. Szliśmy z kolegą, Zbyszkiem Majchrowskim, z inteligenckimi teczkami, inaczej ubrani. Poczucie wzajemnej obcości między nami a strajkującymi robotnikami widać było nawet w ich spojrzeniach. Miałem poczucie, że to są dwa odrębne światy i to doświadczenie starałem się opisać w “Dzienniku”.