• Start
  • Wiadomości
  • Blues to dom. Mieczysław „Mietek” Wróbel przeszedł do domu Ojca

Blues to dom. Mieczysław „Mietek” Wróbel przeszedł do domu Ojca

Ponad dwustu bliskich i znajomych odprowadziło w sobotę, 31 października Mieczysława „Mietka” Wróbla w ostatniej drodze na Cmentarzu Srebrzysko, przy dźwiękach bluesowych i jazzowych standardów granych przez jego kolegów muzyków. Gitarzysta i lider zespołu „Mietek Blues Band” „odszedł na wieczne muzykowanie”, jak napisano na klepsydrze, w wieku 72 lat. Na scenie spędził pół wieku, grał niemal do końca. - Dla mnie blues jest esencją słowa dom – powiedziała wychowana od kołyski na muzyce ojca Marianna we wzruszającej mowie pożegnalnej.
31.10.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Kondukt pogrzebowy na cmentarzu.
Gdańsk pożegnał Mieczysława "Mietka" Wróbla
Fot. Piotr Wittman / www.gdansk.pl

Wrzeszcz jak Nowy Orlean

Podczas różańca i mszy świętej poprzedzającej uroczystości pogrzebowe na Cmentarzu Srebrzysko rozpadał się rzęsisty deszcz. Zupełnie jak w legendarnym utworze Elmore’a Jamesa „The Sky is Crying” (Niebo płacze), który znalazł się na debiutanckiej płycie „Tribute To The Blues” zespołu „Mietek Blues Band”. Gdy w samo południe kondukt pogrzebowy ruszył spod bramy leśną drogą w górę cmentarza, deszczowe chmury rozeszły się, a podczas ceremonii płakali już tylko wzruszeni ludzie i drzewa sypiącymi się złotymi liśćmi. Natura dla Mieczysława Wróbla miała wymiar mistyczny.

Zgodnie z nowoorleańską tradycją idący za trumną muzycy zaczęli od klasycznego, przepełnionego żalem, mrocznego bluesa „St. James Infirmary Blues”, spopularyzowanego przez Louisa Armstronga; by zbliżając się już do miejsca pochówku, przejść do energicznego, radosnego standardu „When the Saints Go Marching In” (Kiedy święci idą do nieba), granego by uczcić przejście zmarłego do lepszego świata.

„Mietek Wróbel, kochany Tata, przyjaciel, gitarzysta, malarz i lider zespołu »Mietek Blues Band« odszedł na wieczne muzykowanie” – napisała rodzina i przyjaciele na klepsydrze. Świat gdzie można wiecznie muzykować, zapewne jest lepszy. Za grającymi muzykami szło w kondukcie dobrze ponad 200 osób. Kilkoro z nich pożegnało muzyka ciepłymi, wzruszającymi słowami.

Jaki był Mietek?

- Mietek był kimś więcej, niż tylko muzykiem. Był ojcem, bratem, przyjacielem, kuzynem, kolegą, sąsiadem, dla wielu bratnią duszą, kimś bardzo nietuzinkowym, ale też zwyczajnie dobrym, uczciwym, niezwykle skromnym i bezinteresownie uczynnym człowiekiem – mówiła Roksana Jędrzejewska-Wróbel, była żona artysty, wspominając, że zawsze próbował on zrozumieć jak działa świat, który był dla niego cudem, i że zgłębiał filozoficzne pytanie - po co na tym świecie jesteśmy. - Był człowiekiem naprawdę głęboko duchowym. Kochał przyrodę, zachwycało go światło mieniące się w liściach. Wierzył, że w naturze zawiera się tajemnica istnienia. Chciał ją uchwycić, zatrzymać, dlatego najchętniej malował krajobrazy. Blues też miał dla niego wymiar duchowy. Nie grał, żeby zaistnieć. Grał, żeby brzmiała muzyka.

Słowa córki muzyka, Marianny ściskały gardła.

- Tato, nie mam słów, żeby opisać to jak się czuję. Zaczęłam pisać do ciebie list, który chciałam ci dać z okazji 50-lecia zespołu w tym tygodniu, kiedy miałam przyjechać do domu. Ale nigdy nie zdążyłam. Zdążyłam napisać, że pamiętam, jak byłam mała i wdrapywałam się do twojego futerału na gitarę. Czułam się w nim bezpiecznie, z tobą czułam się zawsze bezpiecznie. Jestem z ciebie bardzo dumna, z tego, że jesteś moim tatą – mówiła córka. – Gdziekolwiek słyszę bluesa, czuję się jak w domu. Sprawiłeś, że ta muzyka jest dla mnie esencją słowa dom i zawsze tak będzie. I wiem, tato, że gdybyś teraz nas wszystkich tutaj widział i gdybyś widział, jak płaczę, to przytuliłbyś mnie, zaśmiał się i powiedział tylko: „Marianna, taka jest kolej rzeczy".

W imieniu gdańskiego samorządu bluesmana pożegnał Piotr Grzelak, zastępca prezydent Gdańska, który odczytał list od Aleksandry Dulkiewicz:

„Czym będzie »Mietek Blues Band« bez Mietka? Kto pod skrzydła zechce brać tak wielu młodych muzyków, a później da im samodzielnie latać? Jak przepracować pustkę po utracie ojca, przyjaciela, idola? Nie ma prostych odpowiedzi i nie ma rad. Pozwólcie Państwo, że z szacunkiem i wdzięcznością przyłączę się do tych, którzy noszą żałobę po przedwczesnej i niespodziewanej śmierci Mietka Wróbla”.

Pół wieku na scenie

Mieczysław „Mietek” Wróbel był jednym z ojców trójmiejskiego bluesa. Koncertował w Polsce i zagranicą, występując na najważniejszych festiwalach muzycznych. W 2000 roku w Operze Leśnej zagrał przed legendarnym B.B. Kingiem.

Początki jego kariery sięgają 1976 roku, kiedy wspólnie ze Zbigniewem „Oliverem” Łaskim powołali do życia zespół „Mietek Blues Band”. Obu artystów łączyło zamiłowanie do tradycyjnych brzmień oraz stylistyki country bluesa. Swoje pierwsze kroki stawiali na scenach trójmiejskich klubów akademickich – Żaka, Medyka i legendarnej Kwadratowej. Szybko przyszły pierwsze sukcesy: w 1979 roku grupa została doceniona na festiwalu w Jarocinie, a zaledwie rok później wyruszyła w zagraniczną trasę.

W kolejnych dekadach zespół regularnie gościł na czołowych krajowych imprezach, takich jak Rawa Blues, Warsaw Summer Jazz Days czy Jazz Jantar. W dorobku zespołu znalazły się cztery płyty: „Tribute to the Blues” (1996), „Road” (1998), „Radio Sessions” (2007) oraz „That’s All Right” (2015). Zarejestrowany w 2009 roku w studiu Radia Gdańsk materiał „30 Years Have Passed – The Members’ Meeting” zaowocował nominacją do nagrody Fryderyka.

Pięć dekad nieprzerwanej obecności na scenie stanowi absolutny ewenement w historii polskiego bluesa. Zwłaszcza, że grupa zyskała miano prawdziwej „szkoły bluesa”. Przez formację przewinęły się całe pokolenia pomorskich instrumentalistów. To właśnie pod skrzydłami Wróbla swoje muzyczne szlify zdobywali tacy artyści, jak Piotr Lemańczyk, Adam Wendt, Tomasz Łosowski czy Romuald „Mały” Sławiński.

Rok 2026 upłynął formacji pod znakiem obchodów półwiecza działalności. W jubileuszowym kalendarzu znalazł się m.in. czerwcowy występ w gdyńskim Blues Clubie, sesja nagraniowa w Radiu Gdańsk w sierpniu oraz koncert na Gdynia Blues Festival.

Finałowy i zarazem ostatni występ Mietka Wróbla odbył się w tym samym miejscu, w którym zainaugurowano jubileuszową trasę – na deskach gdyńskiego Blues Clubu. Również w tym miejscu zaplanowano po pogrzebie muzyczne pożegnanie artysty.