Polska bez kompleksów
Na początku czwartej kwarty trener Niemców Alex Mumbru wziął czas. Nie wierzył w to, co się dzieje. Widać było, że brakuje mi tchu z wściekłości. Mistrzowie świata prowadzili już 16 punktami i roztrwonili tę przewagę. Było 7 minut 29 sekund do końca meczu. Polacy doszli mistrzów świata na 1 punkt!
Wcześniej wszystko szło zgodnie z przewidywaniami. Niemcy, aktualni mistrzowie świata i Europy, prowadzili w zasadzie od początku meczu. Utrzymywali przewagę na poziomie 6-10 punktów.
W ich drużynie zagrali dwaj gracze z NBA Dennis Schröder (Charlotte Hornets) oraz Tristan Da Silva (Orlando Magic). Poza tym gwiazdy ligi hiszpańskiej, tureckiej i niemieckiej, uczestnicy Euroligi.
Schröder był mózgiem niemieckiej drużyny i to od niego zaczynały się wszystkie kluczowe akcje. Niemcy kontrolowali przebieg meczu i wydawało się, że dadzą Polakom solidną lekcję koszykówki. Dominowali fizycznie, lepiej zbierali piłki, a punkty w ich drużynie zdobywali właściwie wszyscy gracze. Polacy tymczasem seryjnie pudłowali, zwłaszcza rzuty za 3 punkty.
Nasi gracze wydawali się albo zdeprymowani światową klasą rywala, albo po prostu zmęczeni po czwartkowym meczu z Izraelem, który wygrali w Rydze 106:86. Tamten mecz dał im się solidnie we znaki.
Do tego w III kwarcie Aleksander Balcerowski (FC Barcelona) musiał zejść z kontuzją. Z kolei inni nasz reprezentant, Jordan Loyd, niepotrzebnie zaczął podważać decyzje sędziowskie i także musiał zejść z parkietu za dwa tzw. faule techniczne (przeprosił za swoje zachowanie drużynę, kibiców i sędziego po meczu).
Aż do czwartej kwarty Polacy nie byli w stanie dogonić die Mannschaft. Ale na co się mobilizować, jeśli nie ma mecze z mistrzami świata? Taki przeciwnik wyzwala dodatkowe pokłady agresji, energii i ambicji.
Emocje do końca
Dlatego w IV kwarcie biało-czerwoni, przy ogłuszającym dopingu, zaczęli grać z nieprawdopodobnym zaangażowaniem. Zdołali doprowadzić do remisu 93: 93 i dogrywki. 10 tysięcy widzów w Ergo Arenie wpadło w euforię. Niemcy wydawali się zaskoczeni determinacją Polaków. Popełniali coraz więcej błędów, nie kończyli akcji. Czy to możliwe, że wygramy z mistrzami świata i Europy? Nasz trener, Igor Milicić, ubrany w nieskazitelnie białą koszulę, też wychodził z siebie i szalał na linii. Nic dziwnego: jego drużyna mogła dokonać za kilka minut niemożliwego.
Nie udało się. Przegraliśmy jednym koszem 94:96 po dogrywce. Niemcy lepiej znieśli tę wojnę nerwów. Jak powiedział po meczu nasz lider Mateusz Ponitka, na co dzień grający w tureckim Bahcesehir: - Gdyby tylko moja trójka weszła, byłoby pozamiatane.
Nie weszła! Ale i tak Ponitka zdobył 20 punktów. Wyróżnić trzeba całą drużynę, zwłaszcza Igora Milicicia Jr. (18 punktów), Jordana Loyda (16), Andrzeja Plutę (14) i Dominika Olejniczaka (12).
Wśród Niemców, bez niespodzianki, najlepszy był Dennis Schröder (18 punktów).
Jedno zwycięstwo do Kataru
W naszej grupie prowadzą Niemcy, przed Chorwacją i Polską. Dalej Holandia, Łotwa i Izrael. Awansują trzy pierwsze drużyny. Nie ma raczej szansy, żeby ktoś z dołu tabeli nas wyprzedził. Potrzebne nam tylko jedno zwycięstwo. Kolejny mecz gramy z Chorwacją 27 listopada w Gliwicach.
Mecz z Niemcami w Ergo Arenie pokazał, że nasza drużyna dojrzewa. Jest w polskiej KoszKadrze potencjał. Przy czym starcie w wyprzedanej Ergo Arenie pokazało, że - poza piłką nożną i siatkówką - w Polsce istnieje moda na trzeci sport zespołowy. Dostaliśmy nie tylko zapierający dech mecz, ale i show - rozrywkę na poziomie tych, jakie serwuje NBA. Gdańsk gościł kibiców z całej Polski, przyjechali z Koszalina, Warszawy, Włocławka, Krakowa.
A, jak zapowiedział nasz kapitan Mateusz Ponitka, na rewanż z Niemcami też jeszcze przyjdzie czas. Katar 2027 coraz bliżej.
Trener Polaków Igor Milicić powiedział po meczu: - Uważam, że zasłużyliśmy na zwycięstwo bardziej, ale czasami taki jest sport. Walczyliśmy z mistrzami świata i Europy. Walczyliśmy jak lwy. Czapki z głów dla moich zawodników. Jestem dumny, to wielki honor prowadzić taką drużynę. Będziemy mocno walczyć o bilet do Kataru. Chciałbym podziękować kibicom, którzy ponieśli graczy do maksimum ich możliwości. Zawodnicy dali z siebie wszystko, zostawili na parkiecie mnóstwo energii.