Trzy pary majtek
W jednej ze scen filmu “Pod szarym niebem” białoruska dziennikarka przed wyjściem do pracy - będzie na żywo relacjonowała protesty przeciwko Alaksandrowi Łukaszence w sierpniu 2020 roku - zakłada na siebie trzy pary majtek.
Szczerze, nie rozumiałem tej sceny. Dlatego zapytałem siedzącą koło mnie w auli ECS Białorusinkę, dlaczego główna bohaterka przed wyjściem z domu zakłada kilka par majtek.
- To proste - wyjaśniła Białorusinka. - Jeśli zostanie aresztowana, będzie miała na sobie zapas czystej bielizny. To praktyczne i mądre zachowanie. Wiele kobiet w Mińsku tak robi. Wiedzą, że mogą szybko nie wrócić do domu.
Volny Chor śpiewał w Gdańsku w maskach
Łukaszenka do więźniarki!
W niedzielę w Gdańsku w ramach Dnia Godności odbyły się dwie imprezy. Pierwsza to przemarsz wolnych Białorusinów od ulicy Długiej na plac Solidarności. Gdańsk reprezentowała na marszu Monika Chabior, zastępczyni prezydenta Gdańska ds. rozwoju społecznego i równego traktowania.
Grupa kilkudziesięciu osób miała ze sobą biało-czerwono-białe flagi wolnej Białorusi i skandowała: “Żywie Białoruś!”. “Verim, możem, peremozhem!” (Możemy, wierzymy, zwyciężymy!) oraz “Лукашэнка – у аўтазак!” (miejsce Łukaszenki jest w więźniarce!)
Jeden z uczestników powiedział naszej redakcji, że zdjęcia, które ukażą się na gdansk.pl będą z pewnością uważnie przejrzane przez służbę bezpieczeństwa w Mińsku. Dlatego wiele osób dalej boi się ujawniać twarze, bo wiedzą, że represje spotkają ich bliskich, którzy wciąż mieszkają w Białorusi. Nie mogą ryzykować bezpieczeństwa rodziny.
Białorusinki są silne!
Po marszu, w ECS odbył się pokaz filmu “Pod szarym niebem”. Film w reżyserii białoruskiej, ale pracującej w Polsce Mary Tamkovich, jest oparty na faktach. Opowiada historię dziennikarki Biełsatu Kaciaryny Andrejewej, która wraz z Darią Czulcową, relacjonowała w sierpniu 2020 roku w TV Biełsat protest przeciwko reżimowi na jednym z osiedli w Mińsku. Dziennikarki przebywały na balkonie jednego z mieszkań w wieżowcu i pokazywały kamerą protest dziejący się w dole na placu między blokami.
Nagle nad balkonem pojawił się dron OMON-u, czyli specjalnej jednostki policji Łukaszenki. Młode dziennikarki zostały wyśledzone, aresztowane i skazane - na początek na dwa lata więzienia za “zakłócanie porządku”. Później Andrejewa dostała kolejnych osiem lat za “zdradę stanu”.
Wyszła z kolonii karnej po ponad pięciu latach, w marcu tego roku. Została deportowana na Litwę, a potem pojechała do Warszawy, gdzie mieszka od czterech miesięcy i zaczyna ponownie pracę dla Biełsatu.
Białoruscy pisarze nie poddają się rusyfikacji
Po seansie obyło się spotkanie z reżyserką Marą Tamkovich, odtwórczynią głównej roli Aleksandrą Wajciechowicz oraz samą Kaciaryną Andrejewą, która połączyla się z Gdańskiem online z Warszawy.
Andrejewa powiedziała, że jej przypadek to jeden z wielu. - Taka historia jak moja mogła się przydarzyć, i przydarza się, wielu dziennikarzom w Białorusi - powiedziała. - Kiedy relacjonowałam protesty w 2020 roku, byłam tak podekscytowana, że zapomniałam o własnym bezpieczeństwie.
Pytana, jak się czuła w kolonii karnej, powiedziała: - Całe życie uczono mnie co jest dobre, a co złe. Ale za kratami następuje odwrócenie pojęć. Szybko znika normalność i empatia. Podkładali mi białą kartkę papieru i kazali napisać akt skruchy i przyznania się do winy. Nie zrobiłam tego. Wciąż wierzę, że kiedyś wrócimy z wygnania na Białoruś. Nie możemy dać się podzielić i rozbić.
Na koniec Andrejewa przypomniała, że w białoruskich więzieniach wciąż siedzi 800 więźniów politycznych, w tym jej mąż Ihar Iljasz.
- Wśród tych 800 osób jest 100 kobiet, które są silniejsze ode mnie. Nie możemy o nich zapomnieć - apelowała.