Stulatka – skarb miasta
W domu rodziny Redmann w Osowej gwar i zamieszanie. Jerzy jest lokalnym Kaszubem, a jego żona Ewa Redmann Dedio przyjechała z podkarpackiej wsi Huwniki na bieszczadzkim przedgórzu. Gdy zmarł jej ojciec, Ewa ściągnęła do siebie z rodzinnej wsi mamę – Olgę Dedio. Dziś, w środę, 14 stycznia pani Olga obchodzi setne urodziny, więc dom zapełnia się pomału gośćmi, choć huczną imprezę zaplanowano dopiero na sobotę. Przyjechała już rodzina z Podkarpacia, Niemiec i Ameryki. Wielką radość sprawiła dziś rano zaprzyjaźniona Ukrainka Julia, która dwie doby w tajemnicy jechała z córkami z Dniepru (dawny Dniepropietrowsk), by zrobić jubilatce niespodziankę. Po ataku Rosji w 2022 roku Ukrainki przyjechały do Gdańska i zamieszkały u Redmannów, ale po trzech latach wróciły w rodzinne strony, choć wciąż sytuacja jest tam ciężka. Tak się jednak zżyły z panią Olgą i jej rodziną, że nie mogło ich zabraknąć na setnych urodzinach.
- W sobotę będzie ludzi jak mrówek – śmieje się ktoś z obecnych, a Ewa dodaje, że rodzina pani Olgi liczy 86 osób: 6 dzieci (1 syn i 5 córek), 17 wnuków, 30 prawnuków i 4 praprawnuków. Do tego ich bliscy.
Tradycyjną wizytę w dzień urodzin stulatki złożyli też przedstawiciele samorządu – zastępca prezydent Gdańska Piotr Borawski i Grzegorz Graefling, zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Gdańsku.
- Piękny wiek, serdecznie gratuluję i bardzo się cieszę, że jest pani z nami w Gdańsku. Dużo zdrowia życzymy. Mam dla pani kilka niespodzianek – mówił witając się Piotr Borawski.
Jadwiga Burczyk ma 100 lat i cieszy się życiem
Były więc kwiaty, prezent, wyciskające łzy wzruszenia gromkie „Dwieście lat” oraz oprawione życzenia od prezydent Gdańska.
- Setne urodziny to wielkie święto – zarówno dla Pani, Pani bliskich, jak i wspólnoty Gdańska. Każdy senior bowiem, ze swoją mądrością i doświadczeniem, to wielkie bogactwo miasta – napisała Aleksandra Dulkiewicz. – Przez ostanie lata bardzo zmienił się na korzyść wizerunek seniorów. Słyszę od naszych gdańskich stulatków, że korzystają z życia na wiele sposobów. Jeden uprawia ogródek, drugi nagrywa swoje wspomnienia, jeszcze inny jest zapalonym czytelnikiem (…) Z okazji jubileuszu setnych urodzin życzę Pani, aby w zdrowiu i pogodzie ducha jeszcze długie lata mogła Pani podobnie cieszyć się jesienią życia – wolną od trosk, bezpieczną, otoczoną bliskimi ludźmi. Pozostaje Pani naszym miejskim dobrem!
Nowe zadanie – integracja rodziny
Olga Dedio jest modelową stulatką z życzeń prezydent Dulkiewicz. Trudno jej sobie wyobrazić, że żyje już wiek, a czuje się na góra osiemdziesiątkę. I choć gdańszczanką została mając na karku właśnie ósmy krzyżyk, cieszy się życiem nad morzem.
- Ja u córki i zięcia jestem 14 lat, wzięli mnie, jak mąż umarł. Dobrze mi się tu żyje. Ja bym życzyła każdemu taką starość – mówi wesołym głosem jubilatka. - Lubię być nad morzem, troszkę po piasku i wodzie pochodzić.
Po śmierci męża pani Olga mogła zamieszkać u każdego z dzieci. Oprócz Ewy wszyscy mieszkają w okolicach Przemyśla, w rodzinnych stronach. Ale ona wybrała Gdańsk.
Oprócz spacerów po plaży w zeszłym roku jeszcze w przydomowym ogródku pracowała, gdzie pod folią miała pomidory i marchewkę, a dla rodziny na drutach robiła czapki, szaliki i skarpety.
Ciężko pracowała całe życie i ta praca zbudowała jej formę, dała na starość siłę. Poza tym nigdy nie paliła, nie piła i prawie mięsa nie jadła. Po pierwsze – była bieda, więc nawet na Wielkanoc jej mama dawała dzieciom po ledwie kilka listków kiełbasy i jednym jajku, a po drugie – nigdy nie przepadała za smakiem mięsa. - Urodzona wegetarianka - mówi córka.
Niestety wiosną ubiegłego roku zachorowała ciężko na grypę i zapalenie płuc. Lekarze ze Szpitala Marynarki Wojennej w Oliwie nie dawali jej wiele szans na dożycie setki. Po powrocie ze szpitala jeszcze dość długo leżała w łóżku, ale pomału zaczęła się podnosić. Dziś już chodzi z balkonikiem, ale narzeka, że jest za słaba na pracę. Chciałaby znów złapać za grabki, poczuć zapach ziemi w ogrodzie. – Jak tu żyć, jak nie mogę pracować? – pyta córkę.
- Mamo, masz cieszyć się emeryturą. A poza tym Pan Bóg dał ci inne zadanie – integrować rodzinę – odpowiada Ewa i dodaje, że jeszcze nigdy tyle osób z rodziny się nie zjechało, jak właśnie na te urodziny, nawet na pogrzeb ojca.
Nie zawsze było tak różowo
Choć teraz cieszy się beztroską starością, życie dało Oldze Dedio w kość. I jak to często bywa, w pamięci najbardziej pozostają te trudne chwile, związane z silnymi emocjami. Przed wojną pracowała w małym, rodzinnym gospodarstwie w Gruszowej. Bieda była taka, że bez butów chodziła, a jej mam robiła zupę z przysłowiowej trawy i placki z samej mąki i wody.
W czasie wojny okupanci wywieźli szesnastoletnią Olgę na trzy lata na roboty do Niemiec.
- Oj, szkoda opowiadać, jaka tam ciężka praca była. Konie mi dali i kazali pole orać. A ja nie umiałam, choć w domu były konie, ale tata mi nie kazał orać. Ja im mówię, że nie umiem, a oni, że muszę, że nie mam nic do gadania, bo jestem osłem roboczym. A jak nie, to do więzienia - wspomina po blisko 80 latach kobieta.
U bauera doiła też krowy, pracowała w polu, gotowała i zajmowała się dziećmi. Po sąsiedzku pracowała koleżanka Olgi z rodzinnej wsi i jeszcze jeden chłopak z Polski.
Odgruzowywał miasto. Poznajmy 100-letniego Kazimierza Żukowskiego
- Jak się wojna skończyła i Sowieci zajęli Niemcy, to myśmy szli na nogach dwa tygodnie do Polski. Szliśmy w nocy, w dzień się chowaliśmy w krzaki. Nie wiedzieliśmy gdzie iść, a człowiek się bał spytać o drogę. Ale pomału, pomału, za wolą bożą trafiliśmy do Polski.
Po powrocie w rodzinne strony wciąż było tam niebezpiecznie, grasowały różne bandy. Rodzice wysłali więc Olgę z kuzynką do Jeleniej Góry. Tam poznała przyszłego męża, Michała Dedio, który jako weterynarz przyjechał z Krakowa. Ale że Olga tęskniła za domem i rodzicami, pojechali razem z Michałem w jej rodzinne strony. Na rodzinnym gospodarstwie gospodarzyła już najstarsza siostra. Młode małżeństwo zatrudniło się więc w pegeerze, które dawało pracownikom mieszkania. On leczył zwierzęta, ona pracowała przy krowach. Nie trzeba już dodawać, że ciężko.
Jej życie po prostu toczyło się tak, jak w życzeniach od prezydent Gdańska: „Pierwsza wolność Polski, straszna wojna, długie lata komunizmu, wspaniała Solidarność i niełatwe budowanie demokratycznego, wolnego państwa. Ma Pani swój udział we wszystkich tych wydarzeniach”.