• Start
  • Wiadomości
  • Praca to jej całe życie. Olga Dedio świętuje setne urodziny

Praca to jej całe życie. Olga Dedio świętuje setne urodziny

Nigdy nie paliła, nie piła, prawie nie jada mięsa, za to całe życie ciężko pracowała - jeszcze rok temu w przydomowym ogrodzie oraz robiąc na drutach czapki i szaliki dla całej rodziny. W setne urodziny Olga Dedio skarży się, że po ciężkim zapaleniu płuc już pracować nie może. Córka Ewa mówi, że stulatka ma teraz inne zadanie od Pana Boga – integrować rodzinę. Na uroczystości zjechali bliscy z Podkarpacia, Niemiec, USA i Ukrainy. Jubilatkę odwiedził też zastępca prezydent Gdańska Piotr Borawski i zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego Grzegorz Graefling.
14.01.2026
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Portret starej kobiety.
Stulatka Olga Dedio, pochodzi z Podkarpacia, a od 14 lat cieszy się emeryturą w Gdańsku
Fot. Przemysław Kozłowski / www.gdansk.pl

Stulatka – skarb miasta

W domu rodziny Redmann w Osowej gwar i zamieszanie. Jerzy jest lokalnym Kaszubem, a jego żona Ewa Redmann Dedio przyjechała z podkarpackiej wsi Huwniki na bieszczadzkim przedgórzu. Gdy zmarł jej ojciec, Ewa ściągnęła do siebie z rodzinnej wsi mamę – Olgę Dedio. Dziś, w środę, 14 stycznia pani Olga obchodzi setne urodziny, więc dom zapełnia się pomału gośćmi, choć huczną imprezę zaplanowano dopiero na sobotę. Przyjechała już rodzina z Podkarpacia, Niemiec i Ameryki. Wielką radość sprawiła dziś rano zaprzyjaźniona Ukrainka Julia, która dwie doby w tajemnicy jechała z córkami z Dniepru (dawny Dniepropietrowsk), by zrobić jubilatce niespodziankę. Po ataku Rosji w 2022 roku Ukrainki przyjechały do Gdańska i zamieszkały u Redmannów, ale po trzech latach wróciły w rodzinne strony, choć wciąż sytuacja jest tam ciężka. Tak się jednak zżyły z panią Olgą i jej rodziną, że nie mogło ich zabraknąć na setnych urodzinach.

- W sobotę będzie ludzi jak mrówek – śmieje się ktoś z obecnych, a Ewa dodaje, że rodzina pani Olgi liczy 86 osób: 6 dzieci (1 syn i 5 córek), 17 wnuków, 30 prawnuków i 4 praprawnuków. Do tego ich bliscy.

Tradycyjną wizytę w dzień urodzin stulatki złożyli też przedstawiciele samorządu – zastępca prezydent Gdańska Piotr Borawski i Grzegorz Graefling, zastępca kierownika Urzędu Stanu Cywilnego w Gdańsku.

- Piękny wiek, serdecznie gratuluję i bardzo się cieszę, że jest pani z nami w Gdańsku. Dużo zdrowia życzymy. Mam dla pani kilka niespodzianek – mówił witając się Piotr Borawski.

Jadwiga Burczyk ma 100 lat i cieszy się życiem

Były więc kwiaty, prezent, wyciskające łzy wzruszenia gromkie „Dwieście lat” oraz oprawione życzenia od prezydent Gdańska.

- Setne urodziny to wielkie święto – zarówno dla Pani, Pani bliskich, jak i wspólnoty Gdańska. Każdy senior bowiem, ze swoją mądrością i doświadczeniem, to wielkie bogactwo miasta – napisała Aleksandra Dulkiewicz. – Przez ostanie lata bardzo zmienił się na korzyść wizerunek seniorów. Słyszę od naszych gdańskich stulatków, że korzystają z życia na wiele sposobów. Jeden uprawia ogródek, drugi nagrywa swoje wspomnienia, jeszcze inny jest zapalonym czytelnikiem (…) Z okazji jubileuszu setnych urodzin życzę Pani, aby w zdrowiu i pogodzie ducha jeszcze długie lata mogła Pani podobnie cieszyć się jesienią życia – wolną od trosk, bezpieczną, otoczoną bliskimi ludźmi. Pozostaje Pani naszym miejskim dobrem!

Przy stole siedzi stara kobieta, wokół stoi kilka osób i śpiewa, wszyscy się śmieją, niektórzy bija brawo.
Dwieście lat, dwieście lat niech żyje, żyje nam...
Fot. Przemysław Kozłowski / www.gdansk.pl

Nowe zadanie – integracja rodziny

Olga Dedio jest modelową stulatką z życzeń prezydent Dulkiewicz. Trudno jej sobie wyobrazić, że żyje już wiek, a czuje się na góra osiemdziesiątkę. I choć gdańszczanką została mając na karku właśnie ósmy krzyżyk, cieszy się życiem nad morzem.

- Ja u córki i zięcia jestem 14 lat, wzięli mnie, jak mąż umarł. Dobrze mi się tu żyje. Ja bym życzyła każdemu taką starość – mówi wesołym głosem jubilatka. - Lubię być nad morzem, troszkę po piasku i wodzie pochodzić.

Po śmierci męża pani Olga mogła zamieszkać u każdego z dzieci. Oprócz Ewy wszyscy mieszkają w okolicach Przemyśla, w rodzinnych stronach. Ale ona wybrała Gdańsk.

Oprócz spacerów po plaży w zeszłym roku jeszcze w przydomowym ogródku pracowała, gdzie pod folią miała pomidory i marchewkę, a dla rodziny na drutach robiła czapki, szaliki i skarpety.

Ciężko pracowała całe życie i ta praca zbudowała jej formę, dała na starość siłę. Poza tym nigdy nie paliła, nie piła i prawie mięsa nie jadła. Po pierwsze – była bieda, więc nawet na Wielkanoc jej mama dawała dzieciom po ledwie kilka listków kiełbasy i jednym jajku, a po drugie – nigdy nie przepadała za smakiem mięsa. - Urodzona wegetarianka - mówi córka.

Niestety wiosną ubiegłego roku zachorowała ciężko na grypę i zapalenie płuc. Lekarze ze Szpitala Marynarki Wojennej w Oliwie nie dawali jej wiele szans na dożycie setki. Po powrocie ze szpitala jeszcze dość długo leżała w łóżku, ale pomału zaczęła się podnosić. Dziś już chodzi z balkonikiem, ale narzeka, że jest za słaba na pracę. Chciałaby znów złapać za grabki, poczuć zapach ziemi w ogrodzie. – Jak tu żyć, jak nie mogę pracować? – pyta córkę.

- Mamo, masz cieszyć się emeryturą. A poza tym Pan Bóg dał ci inne zadanie – integrować rodzinę – odpowiada Ewa i dodaje, że jeszcze nigdy tyle osób z rodziny się nie zjechało, jak właśnie na te urodziny, nawet na pogrzeb ojca.

 

Nie zawsze było tak różowo

Choć teraz cieszy się beztroską starością, życie dało Oldze Dedio w kość. I jak to często bywa, w pamięci najbardziej pozostają te trudne chwile, związane z silnymi emocjami. Przed wojną pracowała w małym, rodzinnym gospodarstwie w Gruszowej. Bieda była taka, że bez butów chodziła, a jej mam robiła zupę z przysłowiowej trawy i placki z samej mąki i wody.

W czasie wojny okupanci wywieźli szesnastoletnią Olgę na trzy lata na roboty do Niemiec.

- Oj, szkoda opowiadać, jaka tam ciężka praca była. Konie mi dali i kazali pole orać. A ja nie umiałam, choć w domu były konie, ale tata mi nie kazał orać. Ja im mówię, że nie umiem, a oni, że muszę, że nie mam nic do gadania, bo jestem osłem roboczym. A jak nie, to do więzienia - wspomina po blisko 80 latach kobieta.

U bauera doiła też krowy, pracowała w polu, gotowała i zajmowała się dziećmi. Po sąsiedzku pracowała koleżanka Olgi z rodzinnej wsi i jeszcze jeden chłopak z Polski.

Odgruzowywał miasto. Poznajmy 100-letniego Kazimierza Żukowskiego

- Jak się wojna skończyła i Sowieci zajęli Niemcy, to myśmy szli na nogach dwa tygodnie do Polski. Szliśmy w nocy, w dzień się chowaliśmy w krzaki. Nie wiedzieliśmy gdzie iść, a człowiek się bał spytać o drogę. Ale pomału, pomału, za wolą bożą trafiliśmy do Polski.

Po powrocie w rodzinne strony wciąż było tam niebezpiecznie, grasowały różne bandy. Rodzice wysłali więc Olgę z kuzynką do Jeleniej Góry. Tam poznała przyszłego męża, Michała Dedio, który jako weterynarz przyjechał z Krakowa. Ale że Olga tęskniła za domem i rodzicami, pojechali razem z Michałem w jej rodzinne strony. Na rodzinnym gospodarstwie gospodarzyła już najstarsza siostra. Młode małżeństwo zatrudniło się więc w pegeerze, które dawało pracownikom mieszkania. On leczył zwierzęta, ona pracowała przy krowach. Nie trzeba już dodawać, że ciężko.

Jej życie po prostu toczyło się tak, jak w życzeniach od prezydent Gdańska: „Pierwsza wolność Polski, straszna wojna, długie lata komunizmu, wspaniała Solidarność i niełatwe budowanie demokratycznego, wolnego państwa. Ma Pani swój udział we wszystkich tych wydarzeniach”.

 

TV

Nowoczesne miasto to nowoczesna komunikacja