Marek Krześniak: Jak pani trafiła do Centrum Sztuki Współczesnej „Łaźnia”?
Izabela Wieczorek: Z wykształcenia jestem historyczką sztuki. Jednak idąc na studia magisterskie od razu wiedziałam, że chcę zajmować się sztuką współczesną i tym jak ona rezonuje z problemami społecznymi. Fascynuje mnie to, że sztuka może być narzędziem zmiany, pomaga ludziom lepiej rozumieć rzeczywistość i troszeczkę ją okiełznać. XXI wiek jest bardzo wymagający, wiele się na świecie dzieje i myślę, że potrzebujemy takich narzędzi, które pomogą nam czuć się pewniej. Dlatego zależało mi, aby zajmować się sztuką współczesną, a jednocześnie, aby moja praca miała też jakiś wpływ społeczny. Krótko mówiąc, potrzebuję pracy, która jest pożyteczna społecznie. Mój wybór padł więc na CSW „Łaźnia”, które działa w dwóch rewitalizowanych dzielnicach, czyli na Dolnym Mieście i tu w Nowym Porcie. Podobało mi się, że obie placówki nie są zlokalizowane w centrum, tylko nieco na uboczu, że uczestniczą w programie rewitalizacji i że są zaangażowane w życie lokalnej społeczności, a przez to nie są typowymi placówkami, które zajmują się tylko sztuką.
Proszę powiedzieć więcej o tych różnicach.
To moja pierwsza praca w instytucji kultury, więc mogę mówić tylko o tym, jakie wrażenie odnoszę jako uczestniczka różnych wydarzeń kulturalnych. Z moich obserwacji wynika, że zdecydowana większość trójmiejskich instytucji wystawienniczych ma bardzo tradycyjny profil działania: eksponowanie sztuki i działalność edukacyjna. Bazują na tych dwóch filarach, czyli mamy wystawę i związane z nią warsztaty, czy inne wydarzenia. Brakuje natomiast silnych projektów społecznych.
A w CSW „Łaźnia” jest inaczej?
Tak, wspieramy rewitalizację. Dodatkowo w naszej instytucji zmieniła się struktura. Ja zostałam zatrudniona jeszcze w Dziale Edukacji, a teraz jest to Dział Programów Edukacyjnych i Społecznych. Dlatego bardzo mocno liczę na to, że w najbliższych latach będziemy pogłębiać pracę z mieszkańcami i rozwijać programy społeczne, aby nasze działania nie były wyłącznie powiązane z wystawami, ale byśmy jeszcze bardziej angażowali się w życie dzielnicy.
Dochodzimy więc do istoty naszej rozmowy: obydwa budynki Łaźni, ten na Dolnym Mieście i ten w Nowym Porcie zostały wyremontowane w ramach Gminnego Projektu Rewitalizacji. Jesteśmy w Nowym Porcie, więc zapytam, co CSW „Łaźnia 2” oferuje mieszkańcom?
To Centrum Sztuki Współczesnej, więc oczywiście chcemy, aby sztuka była w centrum naszych działań i to jest priorytet. Mamy pion wystawienniczy. Organizujemy wystawy współczesnych polskich artystów, również lokalnych. Do tego prowadzimy działania edukacyjne, czyli różne warsztaty, wykłady czy prelekcje, które mogą pomóc uczestnikom lepiej zrozumieć – kolokwialnie mówiąc – „o co chodzi w danej wystawie”. Naszą mocną stroną jest skupienie się na edukacji kulturalnej najmłodszych. Staramy się oferować dzieciom różne aktywności, ale też działać na wzór instytucji zachodnich, czyli od najwcześniejszych lat wprowadzać młodego człowieka do obcowania ze sztuką, żeby ona go nie onieśmielała, żeby czuł się z nią całkowicie swobodnie, żeby działania artystyczne i twórcze był dla niego czymś całkowicie normalnym i naturalnym. Zależy nam, aby dziecko czuło, że nasza instytucja jest miejscem również dla niego – tu i teraz, a nie dopiero w przyszłości, kiedy stanie się dorosłe. Traktujemy dzieci jako pełnoprawnych użytkowników przestrzeni CSW i staramy się uwzględniać ich potrzeby i perspektywę.
Jakie są rezultaty?
Dla mnie najlepszą miarą efektów, jest to, że chociaż pracuję tu dopiero dwa lata, to spotykam bardzo dużo tych samych dzieci z dzielnicy, które przychodziły tu rok temu i przychodzą teraz. Absolutnie nie są niczym onieśmielone, czują się tutaj jak u siebie, lubią podkreślać to, że często tu bywają – przychodzą na wystawy, warsztaty czy do kina.
W „Łaźni” w Nowym Porcie jest sala kinowa?
Tak, jest KinoPort i bardzo dobrze się sprawdza. Jeśli się nie mylę, to w Nowym Porcie nie ma innego kina, dlatego społeczność dzielnicy traktuje KinoPort jako swoje kino studyjne. Mamy regularny repertuar. Proponujemy kino festiwalowe, był cykl filmów oscarowych – czyli jest to, co zobaczymy też w innych kinach studyjnych, nie tylko multipleksach. Kuratorzy proponowali także specjalne pokazy, np. cykl „Nieme Mówi”, gdzie wyświetlane były czarno-białe klasyki kina niemego, a podczas seansów współczesny artysta grał muzykę na żywo i eksperymentował z dźwiękiem, dokonywał własnej interpretacji obrazu.
To ciekawe połączenie.
No właśnie, bo nie wiem, czy każdy z nas poszedłby na niemy film do kina, a tu było to okraszone jeszcze czymś specjalnym.
Muzyka na żywo, jak w starym kinie wiek temu...
Tak, z tym, że często była to muzyka nietypowa. Artyści nie grali np. na pianinie czy gitarze, tylko prezentowali muzykę elektroniczną i eksperymentalną. KinoPort to dobry przykład połączenia potrzeb lokalnych mieszkańców, którzy nie muszą jeździć do kina w centrum i ambicji kuratorów, którzy pragną pokazać odwiedzającym coś więcej. Nowoporcianie traktują kino w CSW po prostu jako swoje kino.
W jakiej cenie są bilety?
Po 15 zł normalny bilet, często były seanse promocyjne takie jak Kino Rodzinne, KinoPasja, Siła Dokumentu, gdy bilet kosztował 10 zł. Taka niższa cena jest również dla mieszkańców Nowego Portu.
Czy zgłaszają się do was twórcy amatorskich filmów, którzy chcą pokazać swoje dzieła publiczności?
Zdarzały się sytuacje, gdy ktoś chciał skorzystać z sali kinowej i były na to zgody. Najłatwiej jest, gdy to twórca sam chce zaprezentować swój film.
Bo ma wszelkie prawa do niego?
Tak. Zdarzały się też prośby do nas o pokazanie np. zagranicznego, niszowego filmu z lat 80. XX wieku, a wcale niełatwo taki film ściągnąć. Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że są wytwórnie, które mają prawa do tych produkcji albo że filmu w ogóle nie ma na polskim rynku. Wówczas musimy odmawiać albo ściągamy go z innego kraju. Jednak wtedy licencja może kosztować nawet kilkaset dolarów/euro za jeden film, a my jako instytucja kultury nie operujemy nie wiadomo jak dużym budżetem i nie na wszystko możemy sobie pozwolić.
Jeśli chcecie coś pokazać, to musicie skontaktować się z dystrybutorem i za to zapłacić?
Tak, płacimy normalnie. Czasami płacimy za licencję, a czasami jeszcze jakiś procent wpływu z biletów. Bywa, że dystrybutor ma ustaloną minimalną liczbę seansów w tygodniu, a my jako małe kino studyjne nie spełnimy tych wymogów, co wyklucza taki film z projekcji.
Po seansach są dyskusje?
Tak, prowadzimy takie działania do poszczególnych cykli lub pokazów. Zazwyczaj moderuje je filmoznawca. Osobne spotkania dyskusyjne organizuje nasza koordynatorka ds. dostępności, Anna Manthey. Ania bardzo aktywnie działa ze społecznością osób z różnymi niepełnosprawnościami i prowadziła Dyskusyjny Klub Filmowy dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo takie osoby są narażone np. na alkoholizm. Jako dorośli mogą legalnie kupować tyle alkoholu, ile chcą, a z oczywistych względów są bardziej narażeni na uzależnienie. Dlatego nasza koordynatorka miała taki pomysł na DKF, że pokazywała różne filmy np. właśnie o problemie alkoholowym, jak „Pod Mocnym Aniołem”, a potem odbywała się dyskusja na ten temat – o problematyce filmu, o fabule, o realnych zagrożeniach. Zazwyczaj przychodziły grupy zorganizowane, więc uczestnicy czuli się ze sobą komfortowo i nie mieli oporów, by coś powiedzieć lub skomentować. I cieszyło się to bardzo dużym zainteresowaniem.
Co, poza kinem, CSW proponuje jeszcze w Nowym Porcie?
Mieliśmy bardzo szeroki zimowy i wakacyjny program półkolonii artystycznych dla dzieci. To odpowiedź na zwykłą ludzką potrzebę, kiedy rodzice pracują, a dzieci mają wolne. Na półkoloniach u nas dziecko jest pod opieką, a jednocześnie ciekawie spędza czas. Połączyliśmy to z naszymi potrzebami, aby dać dzieciom coś więcej i rozmawiać o sztuce, dlatego przez 8 tygodni w obu „Łaźniach” (w Nowym Porcie i na Dolnym Mieście) codziennie do godziny 15 prowadziliśmy półkolonie artystyczne, podczas których dzieci miały kontakt z artystami.
8 tygodni to niemal całe wakacje.
Tak, ale co tydzień był inny prowadzący, inny temat.
A dzieci mogły być przez cały czas?
Było tak duże zainteresowanie i tak duże zapotrzebowanie, że nie byliśmy w stanie tego umożliwić. W jednym tygodniowym turnusie mogło być tylko piętnaścioro dzieci. To wynika z określonych wymogów, a nasza sala warsztatowa też nie jest duża. Gdy ogłosiliśmy rekrutację, to w ciągu 4-5 dni 95% miejsc było już zajętych.
Błyskawicznie.
Tak. Poza tym wszystkie nasze działania w Nowym Porcie, oprócz kina, są darmowe, więc za półkolonie artystyczne i materiały potrzebne do zajęć nie trzeba było płacić.
Posiłki też były?
Nie, dzieci musiały mieć tylko swój prowiant, cała reszta była po naszej stronie. Co więcej, od paru lat, oprócz osoby prowadzącej zajęcia artystyczne, na półkoloniach jest również opieka pedagogiczna, aby do grupy mogły dołączyć także dzieci z większymi potrzebami, ale też aby każdy czuł się zaopiekowany i słuchany. To się świetnie sprawdza. Do prowadzenia zajęć zapraszaliśmy artystów nie tylko z Gdańska, ale też innych miast.
Czy w tym roku też będą te półkolonie?
Trudno mi powiedzieć. W skali naszego budżetu koszty półkolonii były bardzo wysokie. Teraz jesteśmy w trakcie pisania nowej edycji tych projektów, rozważamy wszystkie za i przeciw.
Jak łączyć sztukę i rewitalizację?
Już to, że CSW znajduje się w dzielnicy wymagającej rewitalizacji sprawia, że jesteśmy narzędziem tej rewitalizacji „miękkiej”. A z racji tego, że sztuka ma bardzo duże możliwości dawania kompetencji i poznawania świata, pomaga wprowadzać takie wartości jak empatia, uważność na drugiego człowieka, daje wiedzę o wszelkich konfliktach i pozwala na twórcze spędzanie czasu. Sztuka to jest wielki wór, do którego możemy wrzucić wiele pożytecznych rzeczy.
To co jeszcze w tym „worze” tutaj znajdziemy?
Warsztaty dla seniorów. Przy CSW utworzyła się wspaniała społeczność seniorek nowoporckich. Największym walorem tych warsztatów – tu na chwilę pozwolę sobie pominąć aspekt artystyczny – jest to, że są to faktycznie spotkania dla ludzi, które realizują idee „trzeciego miejsca”. To może wydawać się czymś oczywistym, ale jako uczestniczka różnych wydarzeń kulturalnych, wiem, że nie zawsze tak jest. Zdarza się nam pójść na warsztaty czy jakieś spotkanie, gdzie ludzie się nie integrują i nawet się do siebie nie odezwą, tylko każdy pracuje indywidualnie. Natomiast tu jest bardzo dobra energia, wszyscy rozmawiają, dzielą się doświadczeniami.
A co tworzą na tych warsztatach?
Różne rzeczy. Seniorki są na tyle zaangażowane w tę współpracę, że także same proponują, co chciałyby tworzyć. Co ciekawe, mamy 15 miejsc i jeśli są jakieś wolne, to zapraszamy też osoby młodsze, aby wymieszać grupę wiekowo. Jest wówczas integracja międzypokoleniowa. Rozmawia się o wszystkim w swobodnej atmosferze i jest to miło spędzony czas, a dochodzi do tego jeszcze aspekt tworzenia czegoś. W tym roku mieliśmy warsztaty z linorytu, czyli robienia grafiki w bardzo tradycyjny sposób, warsztaty z recyclingu ceramiki, w poprzednich latach były np. warsztaty z renowacji mebli.
Co proponujecie dla młodych i dorosłych?
Dla nich nie mamy specjalnie dedykowanych zajęć jak dla dzieci czy seniorów. Im zazwyczaj proponujemy warsztaty do wystaw.
Proszę mi opowiedzieć na przykładzie, jak to wygląda.
Teraz mamy wystawę „Oddychaj” Bogny Burskiej. Co ważne i ciekawe, ta wystawa będzie reprezentowała Polskę na biennale w Wenecji w tym roku. Współkuratorką polskiego pawilonu będzie Jolanta Woszczenko, która jest pracowniczką „Łaźni” i kuratorką tej wystawy.
Nasz lokalny akcent w wielkim świecie!
To niesamowite, że możemy zaproponować w Nowym Porcie wystawę, która będzie reprezentowała cały kraj na największym wydarzeniu artystycznym na świecie.
Dobrze, mamy tę wystawę w „Łaźni” i...
Staramy się zaproponować odwiedzającym program różnych warsztatów i działań, które przybliżą tę wystawę i wyjaśnią, o czym jest i poszerzą kontekst. W sztuce współczesnej, wbrew pozorom, często intuicyjnie jesteśmy w stanie szybko odkryć, o co chodzi, ale i tak u wielu osób prace artystów powodują dyskomfort, wywołują odczucie niezrozumienia. Dlatego zorganizowaliśmy warsztaty „Zanurzenie”. Na wystawie, która operuje głównie pracami multimedialnymi, mamy pracę wideo z 2022 r. pt. „Kolory Wody”. Na filmie aktorka Klara Bielawka, przywołując estetykę horroru „found footage” (wykorzystywanie istniejących nagrań do stworzenia nowego dzieła – przyp. red.), opowiada mity grenlandzkie, mieszając je ze swoimi snami. Cała ta praca jest monologiem: mamy Klarę w różnych sceneriach życia codziennego: idzie, jedzie tramwajem i opowiada nagrywając siebie telefonem. Kiedy pierwszy raz zobaczymy tę pracę, właściwie nie wiemy, co tu jest snem, co jest mitem, bo mity bywają bardzo dziwne, a sny jeszcze dziwniejsze.
Zaprosiliśmy Klarę na spotkanie, aby powtórzyła ten zabieg na żywo. Warsztaty polegały na tworzeniu małych wideo-artów, gdzie uczestnicy bazując na swoich snach, doświadczeniach i różnych opowieściach nagrywali krótkie monologi. Całe spotkanie trwało 5 godzin. Uczestnicy musieli najpierw poczuć się komfortowo, bo zazwyczaj wstydzimy się robić takie rzeczy, które wydają nam się dziwaczne.
No tak, od razu człowiek myśli: „A po co to?”.
Wspaniale było słuchać, jak uczestnicy otwierają się i zaczynają opowiadać o swoich snach. Ujawniła się zbieżność doświadczeń. Później przeszło to w rozmowy o wpływach snów, o tym jak różne osoby z ich rodzin radzą sobie z koszmarami sennymi, co im się śniło, czy były sny sprzed lat, które zapisały się w ich pamięci. I gdy uczestnicy poczuli się już komfortowo, zaczęli spisywać swoje sny. Przyjemnie było słuchać, gdy czytali to potem jak wiersze – robiąc pauzy w odpowiednich miejscach, modulując głos. Później podzielili się w pary i nagrywali się sami albo nawzajem. I czuli się już tak komfortowo, że na koniec pokazywali sobie te nagrania i komentowali sny.
Jaki był tego cel?
Warsztaty miały pokazać sztukę jako formę zabawy, ale miały też uświadomić, że coś tak zwykłego i codziennego jak telefon komórkowy i sny mogą prowadzić do stworzenia bardziej rozbudowanej czynności i nie potrzebujemy jakiegoś specjalnego sprzętu, by samemu zrobić coś bardzo podobnego. Myślę, że takie doświadczenie bardzo skraca dystans – idziemy na wystawę i ten artysta czy jego dzieło już nie rysuje nam się jako niedostępne, onieśmielające. Nie jest to także już coś dziwnego, bo kiedy sami to zrobimy i pomyślimy, że w sumie to było fajne i przyjemne, ale wymagało zaangażowania, pozwoli nam to spojrzeć z nieco innej perspektywy. Kiedy sami zmierzymy się z jakimś medium, potem będziemy w stanie lepiej docenić je na wystawie. Wtedy nie będzie nam już wydawało się ani takie zwyczajne, ani takie dziwne.
Bardzo mi się to wyjaśnienie spodobało, bo sam sceptycznie podchodzę do sztuki, a takie podejście chyba działa. Czy prowadzicie jeszcze inne działania aktywizujące społecznie mieszkańców?
Tak. Mamy jeszcze cykl warsztatów z sensorytmiki dla maluchów od 2. do 4. roku życia. Prowadzi je Joanna Romaszko. Generalnie staramy się zmieniać osoby, które angażujemy do naszych warsztatów, ale czasami trafi się osoba tak „złota” i niesamowicie ciepła, że trzeba trzymać się tej znajomości. Joanna jest właśnie taką osobą. Jej zajęcia nazwałabym kreatywnymi grami rozwojowymi. W sali warsztatowej mamy obiekty i substancje o różnej fakturze, temperaturze. Udział biorą rodzice z dziećmi. Zazwyczaj jest to 10 takich par na jedno spotkanie trwające 2 godziny. Celem warsztatów jest po pierwsze zachęcenie rodziców, aby w ogóle tu przyszli i zobaczyli, że mogą wspólnie robić tu pozytywne, kreatywne rzeczy. Drugą kwestią jest wspieranie rozwoju motorycznego i integracyjnego maluchów. Prowadząca grą i śpiewaniem angażuje do wspólnej zabawy, a dzieci z najróżniejszych przedmiotów robią różne okołoartystyczne rzeczy. Dzięki temu dzieci spędzają czas w grupie z rodzicami, a rodzice z maluchami i innymi rodzicami. Te warsztaty cieszą się ogromną popularnością. Tak samo jak w przypadku półkolonii, lista zapisów bardzo szybko się zapełnia.
Gdzie ogłaszacie informacje o zajęciach?
Zawsze na naszej stronie internetowej, na Facebooku i na Instagramie.
I trzeba się szybko zapisywać?
Tak, ale zazwyczaj warsztaty robimy w cyklach. W przypadku sensorytmiki staraliśmy się organizować około sześciu spotkań i zapisujemy na jedno z nich, a osobom, które nie zdążyły, dajemy znać, że np. za dwa tygodnie będą kolejne warsztaty.
Kto przychodzi do was?
Głównie mieszkańcy Nowego Portu. Wielu już dobrze znamy, bo jako pracownicy też jesteśmy na warsztatach, staramy się rozmawiać z osobami, które tu bywają. Chcemy, żeby ludzie mieli poczucie, że mogą tu przyjść, o coś zapytać, że nie będzie dystansu.
Czy zdarza się, że dzieci po warsztatach później przyprowadzają rodziców na wystawy albo babcie z grupy seniorek przychodzą na inne zajęcia z wnukami?
Oczywiście. Współpracujemy też z Ośrodkiem Szkolno-Wychowawczym, który mieści się po sąsiedzku i nasza koordynatorka ds. dostępności prowadzi dla nich warsztaty do wystaw. Do każdej wystawy mamy też Lekcje Sztuki, kiedy oprowadzanie dla grup szkolnych dostosowujmy do wieku uczestników i opowiadamy o sztuce w bardzo prosty, zwyczajny sposób. Bardzo dużo grup przychodzi ze szkoły mieszczącej się tu obok, po sąsiedzku. Nauczycielki przyprowadzają dzieci na każdą wystawę i znam już ich adresy mailowe na pamięć. Tak samo kojarzę już te dzieci. Widzę, że czują się tu komfortowo i same opowiadają, że były tu na półkoloniach, że siostra chodziła na warsztaty, że wystawa się spodobała, więc przyprowadzą rodziców...
W ramach rewitalizacji planujecie zająć się także terenem zielonym przy CSW. Co dokładnie planujecie zrobić?
Pomysł, aby kwartał pomiędzy ulicami Strajku Dokerów 5 a ks. Mariana Góreckiego 16 – czyli dziedziniec pod „Łaźnią 2” oraz obszar wokół Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 2 – wpisać do Gminnego Programu Rewitalizacji był inicjatywą dyrektorki Marty Kołacz i jej zastępczyni, Agnieszki Kraskowskiej. W ramach mniejszych działań na terenie dziedzińca planujemy założyć ogród społeczny oraz zmodernizować trzyczęściową, geometryczną instalację artystyczną „Nowy Duch” tak, aby pełniła funkcję mebla miejskiego. Pozwoli to stworzyć przestrzeń do komfortowego spędzania czasu przed budynkiem – siedzenia, leżenia, odpoczywania. Docelowo jednak chcemy, aby cały ten obszar stał się parkiem miejskim. Myślę, że wszyscy zgodnie uważamy, że w Nowym Porcie brakuje dobrej zielonej przestrzeni publicznej, a przecież wszyscy mamy do niej prawo. Zielone przestrzenie wpływają na jakość życia, sprzyjają integracji społecznej i budowaniu wspólnoty, a na tym ostatnim szczególnie nam zależy.
Zapewne na park jeszcze musimy poczekać, a co czeka nas w tym roku w „Łaźni”?
Wiele projektów jest w przygotowaniu, więc za wcześnie, by o nich mówić. Ale mogę zdradzić, że będzie zdecydowanie więcej projektów społecznych, niektóre formuły zostaną, z pewnych formatów zrezygnujemy i spróbujemy pójść w innym kierunku. Będziemy również chcieli „ocieplić” wnętrza „Łaźni 2”, tzn. sprawić, żeby były bardziej przyjazne, przytulne, zachęcające do odwiedzin. Teraz są białe, nieco surowe, a chcemy, żeby była to przestrzeń, do której się przychodzi nawet tylko posiedzieć. Mamy czytelnię, więc jest możliwość, aby można było tu z przyjemnością poczytać lub po prostu miło spędzić czas. Już teraz zapraszamy wszystkich.