PORTAL MIASTA GDAŃSKA

Z Syberii via Gdańsk

Z Syberii via Gdańsk
W 1920 roku dużą część wracających do kraju stanowili żołnierze i cywile, którzy przez port we Władywostoku uchodzili ze zdobywanej przez bolszewików dalekiej Syberii.
Więcej artykułów poświęconych Gdańskowi znajdziesz na stronie głównej gdansk.pl
Grupa polskich żołnierzy „syberyjskich” z przedstawicielami Rzeczpospolitej w Gdańsku, w tle statek „Jarosław”
Grupa polskich żołnierzy „syberyjskich” z przedstawicielami Rzeczpospolitej w Gdańsku, w tle statek „Jarosław”
Fot. ‘Tygodnik Ilustrowany’, zbiory PAN Biblioteki Gdańskiej

Nie wszyscy wracali do swoich domów, część wojskowych zasiliła polskie formacje, które walczyły w toczonej wtedy wojnie polsko-bolszewickiej. Przybycie do Gdańska syberyjskich transportów zapowiedział w kwietniu 1920 roku Wysoki Komisarz Rzeczypospolitej Polskiej na Syberii [*Reprezentował polskie interesy w Japonii i Chinach w latach 1919-1921, między innymi roztaczał opiekę nad Polakami, którzy chcieli wracać z Syberii do Polski] w liście do zarządu Rady Głównej Opiekuńczej [*Rada Główna Opiekuńcza działała w latach 1916-1921, była to organizacja samopomocy społecznej z bardzo szerokim programem niesienia pomocy ofiarom wojny z wyłączeniem działalności politycznej] w Warszawie, który wysłał z Harbinu [*W latach rewolucji bolszewickiej Harbin stanowił największe poza Rosją skupisko „Białych”] w chińskiej Mandżurii:

„W najbliższym czasie opuszczać będzie Syberję na statkach zaczarterowanych przez nas oprócz wojska cały szereg osób cywilnych. Większość z nich posiada nawet dość pokaźne środki finansowe w obcych walutach, wszyscy jednak odcięci od kraju przez długi czas będą po przyjeździe zupełnie niezaradni i potrzebować będą opieki, zwłaszcza w chwili wylądowania w Gdańsku. Wobec tego pozwalam sobie zwrócić się do Rady Głównej Opiekuńczej z gorącą prośbą, aby zechciała zaopiekować się reemigrantami polskimi wracającymi z Syberji przez zorganizowanie w Gdańsku punktu opiekuńczego na czas przybycia każdego statku [*Polacy gdańscy nie raz mieli okazję wspomagać rodaków uwięzionych na Syberii, od 1919 roku wysyłali im paczki pocztą okrętową przez Kopenhagę i Szanghaj]. Niniejszy transport, który list ten przywiezie, zawierać będzie 224 osób cywilnych (oprócz rodzin wojskowych). W tej liczbie 68 osób zaopatrzonych w wystarczające środki. Pozostali jeńcy, [*Byli to między innymi wzięci do niewoli Polacy, którzy podczas wojny 1914-1918 służyli w armii austriackiej] kolejarze i uciekinierzy z Polski będą również potrzebowali opieki w Warszawie, wobec tego, że już w Gdańsku zapewne nie da się już dla nich nic zorganizować. O tę opiekę gorąco proszę Radę Główną.

Następny okręt Nr. 2 opuści Władywostok w pierwszej połowie maja. Przybycia jego do Gdańska należy się spodziewać w końcu czerwca [*Dotarł do Gdańska 1 lipca 1920 roku]. Okręt Nr. 3 ma wyjechać około 1-go czerwca. Przybędzie więc do Gdańska (względnie Konstancy [*Największy port handlowy w Rumunii, również tam docierały statki z polskimi reemigrantami, którzy pokonywali dalsze etapy podróży koleją] w połowie lipca [*Przypłynął 29 września]. O terminie przybycia każdego ze statków będzie Rada Główna zawiadomioną na 2 tygodnie przedtem telegraficznie.

Równocześnie delegatka Pol. Czerw. Krzyża na Syberję hr. Ostrowska pisze w tej sprawie do Zarządu Głównego Czerwonego Krzyża w Warszawie. Pozwalam sobie przeto prosić o porozumienie się co do tego z Czerwonym Krzyżem.

Wysoki Komisarz i Minister Pełnomocny

w/z. /-/ Aleksander Lago”.

W Gdańsku były stosunkowo dobre warunki dla przyjmowania reemigrantów i uchodźców. Jak pisaliśmy poprzednio, działał tutaj specjalny wydział reemigracyjny utworzony przez czynne w mieście polskie przedstawicielstwo rządowe i był wspomagany przez grupę oddanych sprawie wolontariuszek, Polek zorganizowanych w Komitecie Opieki nad Reemigrantami. Początkowo powracających rodaków obsługiwano – przypomnijmy – w barakach dawnej kwarantanny przy nabrzeżu wolnocłowym w Nowym Porcie, a od sierpnia 1920 w przejętych po wojsku barakach na Przeróbce, gdzie obsługiwano również emigrantów. Oba miejsca były ulokowane zarazem blisko nabrzeży portowych i linii kolejowej, łatwo było zatem dokonywać sprawnych przesiadek z okrętów do podstawionych pociągów. Powracający mogli nieco odpocząć w barakach, zjeść pożywny posiłek, a nierzadko również dostać paczkę żywnościową na drogę.

Pierwsi „sybiracy” dotarli do Gdańska w środę, 2 czerwca 1920. Nie płynęli, jak zapowiadał komisarz Lago, niewiele ponad miesiąc, ale znacznie dłużej. Relację z tego powrotu zamieścił poczytny „Tygodnik Illustrowany”: („Powrót inwalidów Polaków z Władywostoku”, nr 29/1920):

„W pierwszych dniach czerwca po 100-dniowej podróży via Singapore, Colombo, Suez, Gibraltar, Helsingör zawinął do portu w Gdańsku statek angielski z 235 inwalidami polskimi z Władywostoku i 312 żołnierzami łotewskimi. Kajuty I i II klas zajmowali pasażerowie różnych narodowości za opłatą 900 jen w I i 650 w II klasie (jena japońska równa się mniej więcej 100 markom polskim). Rosyan jechało 6 tylko, jednak język rosyjski ciągle słychać było, niezawodnie dlatego, że niektórzy Polacy i cudzoziemcy importowali z Dalekiego Wschodu żony Rosyanki. Słychać było i chińską gwarę, kuchnię bowiem i bufet I i II kl. miał Chińczyk z Szanghaju, który do pomocy wiózł z sobą 7 współrodaków kucharzy i służących. Wysłanie statku »Gweneth« była to pierwsza próba nawiązania bezpośredniej komunikacyi między Władywostokiem i Gdańskiem. Zainicyował ją przedstawiciel Dowództwa Wojsk Polskich we Władywostoku, pułkownik Burhardt [*Płk Józef Burhardt (1863-1938)].

Podróż była bardzo uciążliwa. Toteż z radością witaliśmy porty, gdzie podczas zaopatrywania statku w węgiel i wodę można było wyjść na ląd, odpocząć od kołysania, obejrzeć nowe twarze, bodaj nawet żółte i czarne, zwiedzać miasto, lub, jak niektórzy woleli, targować w sklepach i magazynach, »schopingować«. Mieliśmy w portach inne jeszcze rozrywki. W Singapore np., jak tylko statek się zatrzymał w porcie, zaczęli prócz kupców z towarem i owocami podjeżdżać do statku czarni tuziemcy w maleńkich łódeczkach, by wypraszać pieniądze i rzucane monety wyławiać z wody. Chętnie ich obdarzano, podziwiając zręczność ich, odwagę i bystrość wzroku.

W ogóle z Singapore wynieśliśmy najprzyjemniejsze wrażenia. Być może, przyczyniła się do tego także rodzina pp. Moltenich, właścicieli cukierni na Dhoby Ghaut 13, którzy nadzwyczaj uprzejmie pomagali nam zwiedzić osobliwości miasta.

Pomimo niewygód, pomimo ciężkich, niehygienicznych warunków podróży dojechaliśmy wreszcie do Gdańska cało, zdrowo i szczęśliwie. Nawet pływające po morzu Niemieckiem [*Chodzi zapewne o Morze Północne] i Bałtyckiem miny szczęśliwie ominęliśmy [*Nieuprzątnięte ślady wojny 1914-1918]. Z 700 osób tylko trzy w drodze zmarły: jeden inwalida, który już z Władywostoku wyjechał chory na tyfus, pogrzebany w Singaporze, i dwóch Łotyszów, pochowanych w morzu. Były to bardzo przykre chwile, gdy statek zatrzymywano na morzu, by spuszczać zwłoki ich do wody. Na szczęście momentów tych smutnych było niewiele. Dojechaliśmy szczęśliwie i po serdecznem przywitaniu w Gdańsku, u progu ziemi rodzinnej, przez delegatów polskich władz państwowych i instytucyi społecznych, głęboko wzruszeni doznanem przyjęciem, tegoż dnia jeszcze ruszyliśmy w dalszą podróż do Warszawy specyalnie przysłanym przez Naczelne Dow. W. P. przepysznym pociągiem sanitarnym”.

Jak informowała o tym powrocie „Gazeta Gdańska” w niedużym komunikacie, „na przystani statek został przyjęty przez grono pań z tutejszego towarzystwa polskiego oraz przez reprezentantów Komisarjatu Jeneralnego Rzeczypospolitej Polskiej”. Tymi paniami były Polki zrzeszone w Komitecie Pomocy Reemigrantom pod przewodnictwem doktorowej Franciszki Paneckiej (1869-1937), działaczki społecznej, kobiety o niespożytej energii.

Druga tura rodaków przybyła z Syberii 1 lipca. I tym razem można się o tym fakcie dowiedzieć z „Tygodnika Illustrowanego” („Powrót rozbitków z Armii Polskiej na Syberyi”, nr 30/1920). Na wiozącym uchodźców statku znajdowała się liczna grupa dzieci, dla których urządzano zajęcia lekcyjne, dorośli mogli uczestniczyć w rozmaitych kursach dokształcających (miedzy innymi urządzono kurs szoferów).

„Pierwszego lipca wylądowało w porcie gdańskim 1300 żołnierzy i oficerów dywizyi syberyjskiej pułkownika Czumy [*Płk Walerian Czuma (1890-1962), współorganizator polskiej Dywizji Syberyjskiej, która na Syberii walczyła wspólnie z wojskiem admirała Aleksandra Kołczaka, siłami czeskimi i słowackimi przeciwko bolszewikom]. Są to resztki polskiej siły zbrojnej, która przez czas długi borykała się na obcej ziemi z wojskami i hordami »Bolszewii«.

Stoczywszy wiele zwycięskich utarczek i dowiódłszy, że żołnierz polski w obronie swych sztandarów i ideałów zdolny jest do największych poświęceń, dywizya polska stoczyła w dniu 11 stycznia b.r. krwawy bój we wschodniej okolicy Krasnojarska [*Trzecie co do wielkości miasto na Syberii] pod miejscowością Klukwienna. Podczas najuporczywszego zmagania się żołnierstwa polskiego z nieprzyjacielem wielokrotnie liczniejszym wojska czeskie zdradziły swych pobratymców z pod wspólnego antybolszewickiego sztandaru. Wskutek tej haniebnej zdrady dywizyę syberyjską pomimo wysiłków nadludzkich i wykazania niesłychanej odwagi pokonały czerwone hordy rosyjskie nowych samodzierżawców północnych, Lenina i Trockiego.

Żołnierz polscy przeważnie poginęli śmiercią walecznych na ziemi syberyjskiej, usianej grobami powstańców i wygnańców. Wielu też wzięto do niewoli bolszewickiej. Nielicznym resztkom oddziałów naszej armii udało się przecież, pomimo trudów i niebezpieczeństw, przedrzeć się do Charbina [Nazwa ta była zapisywana Charbin albo Harbin]. Niebawem przybył tam delegat polskiego ministerstwa spraw wojskowych, jenerał-porucznik Antoni Baranowski, który zaopiekował się rozbitkami i zarządził przewiezienie ich do Władywostoku.

Dowódcą żołnierzy polskich, którzy ocaleli w bitwie pod Klukwienną i zdołali ujść z życiem z pogromu, spowodowanego haniebną zdradą Czechów, jest szef sztabu, pułkownik Skrobohaty [*Płk Jan Skrobohaty-Jakubowski (1878-1955)]. Dnia 16-go kwietnia rozbitkowie dywizyi syberyjskiej wsiedli we Władywostoku na okręt i rozpoczęli upragnioną podróż do Ojczyzny, której służyli na obczyźnie czynami orężnymi.

Parowiec angielski »Jarosław« przywiózł do Gdańska tę garść żołnierzy-tułaczy. Powracających do Ojczyzny bohaterskich rozbitków przyjęli w porcie gdańskim: zastępca komisarza jeneralnego, p. Jałowiecki [*Mieczysław Jałowiecki (1876-1962), delegat rządu polskiego w Gdańsku w latach 1919-1920], admirał Borowski [*Adm. Michał Borowski (1872-1939), w latach 1919-1920 Przedstawiciel Wojskowy przy Komisariacie Generalnym RP w Wolnym Mieście Gdańsku, bliski współpracownik M. Jałowieckiego w Gdańsku] oraz przedstawiciel wojskowości w Gdańsku, podpułkownik Kochański [*Płk Filip Kochański (1875-1936), w latach 1919-1920 zastępca Przedstawiciela Wojskowego przy Komisariacie Generalnym RP w Wolnym Mieście Gdańsku], serdecznem, bratniem powitaniem. Razem z żołnierzami powróciło z Syberyi około 300 osób cywilnych”.

Z kolejnego powrotu uchodźców z Syberii, który miał miejsce we wrześniu, obszerną relację zamieściła „Gazeta Gdańska” („Przyjazd wojska polskiego z Syberji do Gdańska”, nr 229/1920):

„W dniu 29-go września przybył do portu gdańskiego okręt »Woroneż«, okręt angielski, należący dawniej do rosyjskiej floty ochotniczej, na którego pokładzie powrócił ze Syberji drugi transport zorganizowanego tamże po rewolucji bolszewickiej korpusu polskiego [*W istocie był to już trzeci transport z Syberii]. Korpus ten po niesłychanie ciężkich walkach z bolszewikami, zdołał się częściowo przedrzeć przez całą niemal Syberję do Władywostoku, skąd żołnierze polscy wracają do kraju.

Transport odebrał w porcie admirał Borowski, a na pokładzie »Woroneża« odbyło się uroczyste powitanie powracających do ojczyzny tułaczy przez generalnego komisarza Rzeczypospolitej polskiej, pana Macieja Biesiadeckiego [*Maciej Biesiadecki (1864-1935), w latach 1920-1921 Komisarz Generalny RP w Wolnym Mieście Gdańsku], który przybył w otoczeniu pułkowników sztabu generalnego pp. Kochańskiego i Dowoyny-Sołłohuba [*Płk Stanisław Dowoyno-Sołłohub (1885-1939).] i innych przedstawicieli tutejszych władz polskich.

Do zgromadzonych na górnym pokładzie oficerów i żołnierzy polskich zwrócił się pan Komisarz Generalny z serdecznym przemówieniem, wyrażając na samym wstępie radość, że jako przedstawiciel rządu polskiego, jako pierwszy może powitać wracających do ojczyzny po tyloletniej tułaczce na obczyźnie żołnierzy polskich. »Towarzysze wasi – powiedział – którzy przed wami przybyli do kraju, nie zaznali zasłużonego wypoczynku, nie złożyli broni, lecz poszli ochotnie w bój, aby ratować kraj przed zalewem wroga. Nie wątpię, że i wy wstąpicie w ich ślady, albowiem wojna jeszcze nie skończona i dlatego na upamiętnienie czynów waszych brygada wasza po wsze czasy nosić będzie nazwę brygady syberyjskiej, na której cześć wznoszę okrzyk: Niech żyje!«.

Na przemówienie to odpowiedział krótko, po żołniersku, dowódca oddziału, pułkownik Głowacki, wyrażają radość z powodu powrotu do ojczyzny i tak serdecznego na samym wstępie przyjęcia. Następnie zabrał głos dowódca oddziału Łotyszów, major Dardzan, którzy również na tym samym okręcie wracali do kraju, wyrażając radość, że może stwierdzić przyjaźń łączącą oba narody, polski i łotewski i wzniósł okrzyk na cześć Polski.

W odpowiedzi Generalny Komisarz Biesiadecki zaznaczył, że z radością wita przedstawicieli dzielnej armii łotewskiej. Stosunki przyjazne między narodem polskim a łotewskim datują nie od dzisiaj, a w ostatnich czasach stały się one jeszcze bardziej przyjazne. Polska jest szczęśliwą, że Łotwa odzyskała niepodległość. Nasza delegacja w Rydze nie może znaleźć dość słów pochwalnych dla serdeczności i gościnności okazywanej jej członkom na każdym kroku przez władze łotewskie. Reprezentant waszego rządu otworzył rokowania pokojowe między Polską a Rosją sowiecką. Pokój w Rydze może dojdzie do skutku [*Ostatecznie kończący wojnę polsko-bolszewicką traktat pokojowy między Polską i Rosją został podpisany w Rydze 18 marca 1921 roku] a tem prawem zacieśnią się jeszcze bardziej węzły przyjaźni Polski i Łotwy, z którą łączyć nas będzie nie tylko sympatja, ale i wspólny interes.

Wieczorem odbyło sie w gmachu generalnego Komisarjatu przyjęcie dla przybyłych »Woroneżem« z Syberji oficerów polskich i łotewskich, oraz przedstawicieli grona uchodźców polskich cywilnych towarzyszących transportowi.

Z wielkim zainteresowaniem przyglądano się na ulicach Gdańska formacjom nowych wojsk i to łotewskich, które tu po raz pierwszy przybyły. Z razu nie wiedziano, co to za wojsko, gdyż umundurowanie jego było tu zupełnie nieznane. Okręt »Woroneż« stanął na Wiśle przy Wisłoujściu [*Blisko było stamtąd do obozu przesiadkowego dla emigrantów i  reemigrantów na Przeróbce]. Tu można było być świadkiem bardzo serdecznego spółżycia Polaków z Łotyszami. Harmonja nieczem nie zamącona panowała nie tylko wśród wojskowych lecz i cywilnych, którzy stęsknieni do swej ojczyzny, wracali do niej z dalekiego wschodu. Orkiestra łotewska urozmaicała ostatnie chwile Polakom przed ich powrotem do kraju. Tu i ówdzie rozlegał się wesoły śpiew. Wielkie wrażenie wywierał tuż obok okrętu znajdujący się obóz. Wszędzie zauważyć było można wielki objaw radości, która jest łatwo zrozumiała, gdyż wygnańcy ci od długich lat nie widzieli swej ziemi ukochanej i nie mieli wiadomości od swych najbliższych. Dziś serca ich rwały się do nich. Obie narodowości zżyły się w współniewoli a członkowie ich stali się przyjaciółmi w wesołych, których zapewne nie mieli dużo i smutnych chwilach. Podróż ich do Gdańska trwała 101 dni. W następnym numerze »Gazety Gdańskiej« podamy szczegółowe sprawozdanie z wywiadu naszego sprawozdawcy z głównemi osobami z pośród przybyłych z dalekiego wschodu”.

Niestety, ten kolejny, 230. numer „Gazety Gdańskiej” z 1920 roku prawdopodobnie nie przechował się w żadnej bibliotece, nikt też nie umieścił go w Internecie, więc nie wiemy, co powiedziały główne osoby „przybyłe z dalekiego wschodu”.

 

Piotr Nowak 

 

Wykorzystano:

Akta Komisariatu Generalnego RP w WM Gdańsku;

„Gazeta Gdańska" oraz „Tygodnik Illustrowany” z 1920 r.

 

Pierwodruk: „30 Dni” 4-5/2020